niedziela, 10 czerwca 2018

Lato

Chłopaki rosną. Dziabusz nauczył się jeździć na rowerze bez bocznych kółek. Bąbel dał się odpieluchować ( ma jeszcze na noc, na drzemki już nie). My z Pluszakiem jakoś dalej ze sobą wytrzymujemy, chodź z tymi dwoma ancymonami nie jest to proste;-). Nasze rozmowy wyglądają tak:
Pluszak zaczyna: Dziś w pracy...
Przybiega Dziabusz: Mamaaaa, a wiesz co!
Wpada Bąbel udający wóz policyjny: IJO-IJOOOO
Ja: Co mówiłeś Pluszaku?
Pluszak: Nie chce mi się powtarzać.
Ja: A mnie uszy bolą, więc w sumie nie chce mi się słuchać.

Rozmawiamy głównie przez telefon, będąc w pracy :-).


niedziela, 25 lutego 2018

Zima

Bąbelek 1 lutego skończył 3 lata. Nadal jest totalnie nieznośny, nieposłuszny, całkowicie antysystemowy i najbardziej uroczy na świecie. Mówi pełnymi zdaniami, chociaż wciąż niezbyt zrozumiale. Nawet, gdy się złości i wrzeszczy, używa kulturalnych słów ("posze daaaaać!). Od dłuższego czasu odpowiednio intonuje przy pytaniach.
W przedszkolu uczą się liczyć do 10. W minionym tygodniu opowiadałam chłopakom, że pojedziemy na weekend w góry (dziś wróciliśmy) i odliczaliśmy dni. Młody liczył na paluszkach. Najpierw były cztery dni. Później trzy i na tym pozostało. W czwartek przypominałam, że jutro nie idziemy do przedszkola, bo jedziemy w góry, a Bąbel z wyciągniętymi palcami: "csy ni".
Tak mu się te "trzy dni" spodobały, że jak Dziabusz pytał "za ile minut zamienimy się autkami?", to Młody odpowiadał (oczywiście z wyciągniętą odpowiednią ilością palców): " csy ni".

Natomiast Starszak pogorszył się w zachowaniu. Widzi, że brat nie słucha i jakichś wielkich konsekwencji nie ponosi, to zaczyna sobie pozwalać.
U niego łatwiej wyegzekwować posłuszeństwo, bo można zastosować kilka ostrzeżeń typu: "tato nie będzie chciał z tobą zagrać skoro nie umiesz stosować się do zasad", "dziś nie odwiedzimy dziadka, żeby nie wystraszał się twoich krzyków" itp. Na Bąbla to nie działa - jak nie ta zabawa/zabawka, to inna; jak nie mata, to łóżeczko; jak nie dziadek, to mama. Co za różnica. Nie da się zmanipulować, jest ciężkim przypadkiem.
Dobrze chociaż, że Dziabusz dalej lubi liczby. Parę tygodni temu wróciłam z wyprzedaży i mówię: "Pluszaku, kupiłam dwie kiecki i za obie razem zapłaciłam 112 złotych". A mój mądry syn: " Mamaaaa, to za jedną zapłaciłaś (tu sekunda! przerwy) 50, a za drugą 62". Fanfary dla niespełna 5-latka :-)

czwartek, 7 grudnia 2017

Pasowanie na przedszkolaka

Dziabusz ma 4 lata i 8 miesięcy. Jest bystry, wrażliwy i nadal dobrze sobie radzi z liczbami, choć trochę zaniedbaliśmy ćwiczenie w domu, a zajęcia z matematyki w tym semestrze nie ruszyły.
Jest dość posłuszny, jeśli chodzi respektowanie próśb. Nadal największy problem stanowi jego złośliwość względem młodszego brata. Zagradza mu drogę, przeszkadza, straszy. To jest przykre, ale też okropnie frustrujące, że nie dociera do niego, jak wpływa na młodego.
Jest wciąż najwyższy w grupie. Ma ponad 120 cm wzrostu.

Bąbel natomiast ma 2 lata i 10 miesięcy i MEGAbunt dwulatka. Na wszystko wrzeszczy i piszczy, nie zgadza się na nasze nakazy czy prośby. Na szczęście nie jest tak bez przerwy, jednak mocno to wkurza i przeszkadza. Chociażby podawanie leków. Większość dzieci lubi, bo syropy są słodkie. Ale nie jaśnie pan. On nie będzie pił - ani z kieliszka, ani z łyżeczki, ani ze strzykawki. Prosto z butelki też nie. Podajemy mu te specyfiki na siłę, co jest pewną formą przemocy, a dodatkowo mnie przeraża, bo może się zakrztusić.
Gada coraz więcej, większość po swojemu, ale dla nas - też większość - zrozumiale. Najlepsze szyfry, to:
- Alko nano = mleko rano
- Ułe-łała = Wujek Paweł.
Młody ma pod metr wzrostu i także wyróżnia się na tle grupy. Dziś ma Pasowanie na Przedszkolaka. Już nie mogę się doczekać!

czwartek, 13 lipca 2017

Bąbel w przedszkolu!

Bąbel w przedszkolu!
Krótko mówiąc pierwsze trzy dni – bez problemu wchodził do sali. W czwartek były rano wrzaski. W piątek nad ranem – gorączka. Przez cały czas nauczycielki skarżyły się, że Młody bije dzieci :-o.
Drugi tydzień – od poniedziałku wrzaski – nie chce zostawać w przedszkolu. Panie informują, że dużo płacze i woła mamę. We wtorek telefon, że ma 37,2 stopnia temperatury. Przecież to nie gorączka! Podziękowałam pani za telefon i poprosiłam, żeby dawała znać, gdyby termometr wskazywał więcej. W środę cały dzień jak na szpilkach, czy ta „gorączka” wróci. Po południu informacja od opiekunki, że Bąbel był spokojniejszy, już nie płakał [poza porannym napadem] i ładnie się bawił. Wieczorem kontynuacja kataru.
W czwartek rano – czyżby przełom? – Młody sam, CHĘTNIE, wszedł do sali z uroczym „papa” na pożegnanie. Nadal w pracy siedzę jak na szpilkach, bo katar nie minął.
Jutro nie idą do przedszkola – ani Dziabusz, ani Mikseriusz. Trochę żałuję, że nie pociągniemy jeszcze jednego tygodnia. Widzę szansę na przełamanie się Bąbla i pogodzenie z losem. W sumie nie mam pewności, że niania od poniedziałku wraca, zatem temat nie jest zamknięty.


wtorek, 4 lipca 2017

Matka ma wychodne

Ostatni weekend uświadomił mi, że nie doceniałam Pluszaka. Ciągle marudziłam, ile to ja dla niego robię, jak się poświęcam, dla siebie nie mam w ogóle czasu. A ja po prostu nie dawałam mu możliwości się wykazać!
W sobotę oporządziliśmy dzieciaki, jedno w łóżku, drugie też za chwilę, zatem Matka Wichru i Grzmotu może czmychnąć z domu. Pluszak poinformował mnie przed wyjściem, że sprawdził prognozę pogody, zalecił długie spodnie i kurtkę przeciwdeszczową, a najlepiej dojazd taksówką. Do większości się zastosowałam.
Pominę przebieg wieczoronocy i zaznaczę jedynie, że czas mijał niezwykle szybko i przyjemnie. A powrót o wpół do trzeciej skutkował problemami z porannym wstawaniem.
Budzili mnie na zmianę moi chłopcy. Najpierw najmłodszy [wyciągnięty już z łóżka przez swojego tatusia] przyniósł książeczkę do czytania.

Konspiracyjnym szeptem mówię:
- Idź do taty. I zamknij drzwi.
Na co młody pokazując na książkę:
- Mama nie, tata. Papa - i zamknął drzwi.

Potem Dziabusz przyszedł się na chwilę położyć kolo mnie.
I znowu Bąbel - przynosi maskotkę kota:
- Mama a-a-a. Pa pa. Dzi [drzwi] - zamknął, poszedł.

Następny był Pluszak z talerzem pysznych kanapek i wzmacniającą herbatą. Aż mi się oczy zaświeciły. Poleniuchowałam jeszcze troszkę i słyszę pytanie:
- Dziabusz, a to twoja koszulka, czy Bąbla...
- Bąbla.

Poradził sobie! Z dziećmi, niedomagającą żoną, śniadaniami, mlekami, zasikanym łóżeczkiem i nawet znalazł czas, żeby porozwiązywać zadania z czterolatkiem.

Mój ci on! Chyba częściej będę stwarzała mu takie możliwości.

środa, 19 kwietnia 2017

Święta, Święta i po Świętach

Święta zaczęliśmy od święconki. Chłopaki [wszyscy trzej] porobili pisanki. Bąbel swoją pierwszą w życiu, całkiem ładnie pomazał farbkami. Dziabusz kilka, po swojemu, Pluszak ołówkiem porobił szlaczki i wzorki oraz narysował kilka kotów; wszystko ozdobił różowym zakreślaczem, po prostu Picasso. Kurcze, chyba nie zrobiłam zdjęć!
Były też trzy koszyczki w trzech wielkościach. Ja, jako matka dwóch M musiałam ogarniać wszystko wkoło, zatem na koszyk się nie zdecydowałam. W najmniejszym był tylko czekoladowy zajączek, pisanka Młodego i kawałek kiełbaski. Podczas święcenia w kościele przezornie trzymałam ten koszyczek z dala od Bąbla, ale on i tak co chwilę na niego wskazywał niemal wykrzykując: "am!". Jak tylko pokarmy zostały potraktowane kropidłem, przekazałam koszyk Młodemu, a ten bez najmniejszego zawahania chwycił kiełbasę i zaczął ją pochłaniać. Dziabusz nie chciał być gorszy. I tak, zanim wyszliśmy z kościoła pozbyliśmy się dwóch kawałków święconej kiełbasy.

W domu Starszak chciał się napić trochę soku. Pluszak podał mu kubek i pyta, jak mu smakuje, a Dziabusz na to:
- Jabłkowy to to nie jest.
No rzeczywiście, był to pomarańczowy:).

Matematyka Dziabusza. Odsmoczkowanie Bąbla

Zapisaliśmy Dziabusza na zajęcia z matematyki. Oczywiście w formie zabawy, z wykorzystaniem klocków LEGO. Wiemy z Pluszakiem, ile on potrafi, co lubi, jak sobie radzi. Swobodnie liczy do 150, dodaje nawet 3 wartości [np. 6+2+3], raz Pluszak zadał mu mnożenie, trochę dla żartu, 4*5. Trochę mu to zajęło, ale podał poprawne rozwiązanie. Ostatnio jechaliśmy dokądś i mieliśmy być na 16:30. Była wtedy 16:19, zapytałam Dziabusza ile mamy czasu skoro mamy być o tej godzinie, a jest ta. Zastanawiał się jakieś 7 sekund i odpowiedział dobrze.
Dlatego zdziwiliśmy się, kiedy Pani prowadząca zajęcia z matematyki, na nasze pytanie o aktywność naszego syna odpowiedziała, że on na razie nie rozumie, że 2 + 1 to trzy. Podrążyliśmy temat i okazało się, że Pani zapytała, ile to jest dwa i jeden. Dla Dziabusza to 21. Gdyby zapytała o dodawanie, to odpowiedziałby jej poprawnie. Taka drobna różnica.
Bardzo się cieszę, że mój 4-latek lubi liczby. Sama lubiłam:).
Coraz lepiej też pisze swoje imię, chociaż nadal często od prawej do lewej.

Za to Bąbel rozpoznaje coraz więcej liter. Mimo że leniuch nie chce mówić [najnowsze słowo to "siku"], to potrafi pokazać i nazwać: Wu [mówi bu], O, A, eL [mówi na dwa sposoby: eL i Ly], eN [jak przy "L" - na dwa sposoby] i kilka innych.

A największy sukces to pozbycie się smoczka!! Młody miał tylko do spania, ale chyba idą mu piątki, bo okropnie rozgryzał te dydki. Baliśmy się, że w nocy odgryzie kawałek i się nim po prostu udusi. Decyzja została podjęta w minutę i nie było odwrotu, wszak chodziło o jego bezpieczeństwo. Nie powiem, żeby było łatwo. Miałam obawy, że popołudniowe drzemki odejdą w zapomnienie; nocami nie miał wyjścia, padał po dłuższym czasie ze zmęczenia. Na szczęście już chyba się przyzwyczaił, że nie ma czego ssać i drzemki na powrót występują, choć nie co dzień. W sumie poszło nie najgorzej.
Starszy miał jeszcze w przedszkolu [2,5 roku] smoczek do zasypiania. Jakoś około 3 lat się pozbyliśmy całkowicie, a u Bąbla w wieku 2 lat i 2 miesięcy. Teraz jeszcze tylko pieluchy... Póki co mówi "siku", jak już zrobi - przekonałam się ostatnio, kiedy ściągnęłam mu pieluchę u nas na łóżku, z zamiarem założenia suchej. Akurat wtedy naszła go ochota na siknięcie, prosto na kołdrę. Po załatwieniu sprawy oznajmił mi bez najmniejszego poczucia winy: "siku". Tak synku, zauważyłam.