Mały Miś ledwo nauczył się chodzić, a już próbuje biegać. Dziś po takich wyczynach wylądował na rękach i policzku. Za to świetnie wychodzi mu ciągnięcie wywrotki za sznurek. Myślałam, że to jakaś trudniejsza do nabycia umiejętność, a on po pierwszym pokazaniu załapał, w czym rzecz i dziś już nawet sam podniósł sznurek z podłogi i poooszeeeedł.
Od dłuższego czasu Klusek powtarza "Dziab, Dziab". Jednak nie mówi tego twardo, ale miękko i soczyście, coś pomiędzy "ciap" i "dziab". Pluszak stwierdził, że to skrót od "Dziabusz", więc można przyjąć, że nasz syn umie się przedstawić;).
Od paru tygodni bawimy się też klockami Lego Duplo, nadal najlepsze jest rozdzielanie elementów i wrzucanie ich do pojemnika, choć dziś kilka udało się również połączyć. Przy okazji mały bandzior chciał nogą wcisnąć klocek na miejsce, na co Pluszak zareagował ostrzegawczym: "nie trepanuj syriuszem". Chwilę mi zajęło, zanim zrozumiałam, co miał na myśli. Na szczęście syrka nie ucierpiała w starciu z klockami.
Po świętach przytyło się nawet Kluskowi i choć nadal jest dość smukły, a oglądany z tyłu nawet bardzo szczupły, to brzuszek mu zaczął wyraźnie wystawać znad pampersa. Co ciekawe na leżąco nadal jest płaski. Chociaż w sumie mam tak samo;).
Kupiliśmy już kamerę internetową do oglądania smyka i niani. Teraz zostaje kwestia zamontowania i sprawdzenia. Oczywiście wybrana przez nas opiekunka wyraziła zgodę na monitoring i kamera będzie widoczna. Musimy zrobić ze dwie dziury w ścianie i dosztukować kabel zasilający, bo zastosowany fabrycznie jest krótki [ok. 1,5 metra]. W tej sprawie Pluszak decydował i postawił na foscam fi9821w, bardzo polecaną na wielu forach i wśród znajomych.
wtorek, 22 kwietnia 2014
sobota, 12 kwietnia 2014
"Chodzę, klaszczę i nie chcę spać" - wieksza samodzielnosc
Ostatnio jestem zniechęcona. Dziabusz co prawda coraz więcej umie, ale jest też coraz trudniejszy. Częściej podejmuje próby samodzielnego chodzenia i na dłuższe dystanse [dziś przeszedł cały salon]. Nauczył się klaskać w dłonie, choć na razie bezgłośnie:). Nadal potrafi przez jakiś czas się sobą zająć, bawić na macie, biegać przy jeździkach, obserwować przez drzwi balkonowe bawiące się na placu zabaw dzieci i przejeżdżające samochody (największą uwagę przyciągają autobusy).
Jednocześnie zmniejszyło mu się zapotrzebowanie na sen w ciągu dnia. W sumie może zapotrzebowanie nadal występuje, ale coś mu nie pozwala poddać się potrzebie drzemki. Oprócz oczywistych powodów związanych z poznawaniem świata i ciekawością, fascynacją nowymi zdolnościami podejrzewamy, że wina leży w odebraniu Misiowi kocyków. Na policzkach Kluska od dawna pojawia się coś na kształt wysypki, trądziku czy niezdrowych rumieńców. Maści polecone przez pediatrę się nie sprawdzają. Podejrzane są alergie pokarmowe lub reakcja na tkaniny albo proszek. W związku z tym, że używam na zmianę kilku różnych środków piorący, a eliminowanie poszczególnych potraw jest dość kłopotliwe, postanowiliśmy zacząć badanie problemu od odebrania ukochanych kocyków [niezbyt delikatne, wiem]. Zmiany skórne na policzkach znacznie się zmniejszyły, nie są już tak zaognione, bardzo zbladły, a nawet nieraz nie widać ich wcale [w dotyku jednak nadal są szorstkie]. Póki co wygląda na to, że w jakimś stopniu pozbyliśmy się problemu - nie całkiem, bo nadal zostają ślady w okolicy łokci i kolan. Teoretycznie takie rozmieszczenie wysypki powinno wykluczyć winę kocyków, ale zmiany na policzkach występowały dużo wcześniej, niż zaczęły się pojawiać na kończynach, więc rozdzieliliśmy te dwa problemy [prawie jak Doktor House].
Pozbycie się, oby na stałe, rumieńców na buźce wiąże się, być może, z trudnościami z zasypianiem w ciągu dnia [wieczorem jest w zasadzie tak, jak dotychczas]. Do końca nie wiemy, czy to dlatego, że nasz synek nie może się przytulić do puszystej tkaniny, czy też jest już na tyle "dorosły", że wystarczy mu przespanie godziny i kwadransa poza nocnym snem. Moje usilne a bezskuteczne próby kładzenia go spać są tak frustrujące, że psują mi cały dobry humor. Jedna porażka powoduje chęć postawienia na swoim i zamiast sobie odpuścić i pozwolić mu się bawić, póki jeszcze nie jest zły i wrzeszczący, po kilku czy kilkunastu minutach podejmuję kolejne starania, oczywiście również kończące się fiaskiem, co jeszcze bardziej szarga nerwy i moje, i Dziabusza. Krótki czas snu w ciągu dnia zmusił nas do zmiany harmonogramu. Pluszak zaproponował wybudzanie malucha. Kładziemy go około 20 i nie pozwalamy spać dłużej niż do 7 rano. Pewnie po opublikowaniu tego wpisu, jak zwykle zmieni się to na gorsze [już wspominałam, że jak coś napiszę na temat pór snu, wtedy się one przestawiają i skracają]. Potem drzemka około 10.00 i pobudka maksymalnie o 11.30 po to, żeby położyć go drugi raz, po południu, dając mu szansę regeneracji i wytrwania do 20.00. I właśnie z tym drugim leżakowaniem jest problem. O ile rano dość chętnie zasypia, o tyle w okolicy godziny 14.30 - 15.00 kończy się to złością i gniewem po obu stronach.
Jeszcze parę tygodni temu można było uśpić smyka kołysząc na rękach [siadałam na łóżku i czytałam książkę lulając Kluska], ewentualnie wożąc go w wózku po domu. Było to stosowane tylko w wyjątkowych przypadkach, właśnie kiedy nie chciał zasnąć sam [pisałam gdzieś, że Czupurka wkładamy do łóżeczka, dajemy mu smoczek, przykrywamy kocykiem i wychodzimy z pokoju, żeby miał ciszę i spokój, a on zamyka oczka i czasami mruczy sobie do snu]. Teraz nie mam już na niego sposobu. No i odpadł ten nieszczęsny pluszowy koc. Nie wiem, co robić.
Z innych, weselszych tematów - kupiliśmy maluchowi pierwsze buciki do chodzenia. Chcieliśmy wybrać bezpieczne dla jego rozwijających się stópek. Trochę poczytaliśmy, trochę usłyszeliśmy i stanęło na tym, że takie małe dzieci mają naturalne płaskostopie, które dopiero z biegiem czasu powinno zaniknąć. Dlatego odrzuciliśmy obuwie, które ma profilowaną wkładkę. Po przeanalizowaniu pozostałych wytycznych, takich jak wysokość cholewki, giętkość podeszwy, sposób mocowania na nóżce wybraliśmy buciki z firmy Befado. Zdecydowaliśmy się na tanie trampeczki, które posiadają certyfikat "zdrowa stopa" zamiast skórzanych trzewików [również z tym oznaczeniem], ze względu na obecną i nadchodzącą porę roku. Wysokie buty z naturalnej skóry, choćby były nie wiadomo jak przewiewne, będą sprzyjały przegrzewaniu się nóżek. W sumie przy temperaturze 30 stopni wszystko może temu sprzyjać, jednak bawełniane trampki i tak wydają się lepszym wyjściem. A do tego cena - 49 zł! Pluszak słusznie stwierdził, że takie buciki można bez żalu wymieniać co kilka miesięcy, kiedy tylko stópka wyrośnie z obecnych. Oczywiście zimą inaczej byśmy na to patrzyli.
Kolejna wesoła informacja, to pierwsza miska obiadu zjedzona łyżeczką, przy niewielkiej pomocy mamy:). Dziabusz najpierw dziobał łyżką papkę, ale kiedy delikatnie mu ją ustawiłam i pomogłam nabrać trochę jedzenia, kierował porcję do buzi. Tu również musiałam lekko przekręć łyżeczkę, gdyż wkładał ją bokiem, jednak udało się zjeść cały posiłek w niewiele dłuższym niż normalnie czasie. Dzielny chłopak! Wprowadziliśmy też pomysł Pluszaka zaczerpnięty od kolegów i podajemy Misiowi podobne do naszego danie na plastikowym kolorowym talerzyku, żeby podczas spożywania przez nas posiłku również mógł uczestniczyć nie wyjadając nam z misek. Nie pozwalamy mu już sięgać do naszych porcji i wskazujemy, że ma swoją. Sprawdza się to całkiem dobrze. Coraz częściej też dostaje smakołyki właśnie na talerzu, żeby mógł jeść rękoma. Pokrojoną w kawałki mandarynkę, ziemniaki, słupki ugotowanej marchewki, paski szynki czy kostki żółtego sera. Na przekąskę albo pełne danie, zależnie od ilości. Na stałe zagościł też w jadłospisie malca jogurt naturalny, a zamiast mleka modyfikowanego codziennie rano wypija butelkę krowiego 3,2% [wprowadzaliśmy powoli]. Przygotowywanie posiłków jest coraz łatwiejsze, ponieważ może być spontaniczne.
Jednocześnie zmniejszyło mu się zapotrzebowanie na sen w ciągu dnia. W sumie może zapotrzebowanie nadal występuje, ale coś mu nie pozwala poddać się potrzebie drzemki. Oprócz oczywistych powodów związanych z poznawaniem świata i ciekawością, fascynacją nowymi zdolnościami podejrzewamy, że wina leży w odebraniu Misiowi kocyków. Na policzkach Kluska od dawna pojawia się coś na kształt wysypki, trądziku czy niezdrowych rumieńców. Maści polecone przez pediatrę się nie sprawdzają. Podejrzane są alergie pokarmowe lub reakcja na tkaniny albo proszek. W związku z tym, że używam na zmianę kilku różnych środków piorący, a eliminowanie poszczególnych potraw jest dość kłopotliwe, postanowiliśmy zacząć badanie problemu od odebrania ukochanych kocyków [niezbyt delikatne, wiem]. Zmiany skórne na policzkach znacznie się zmniejszyły, nie są już tak zaognione, bardzo zbladły, a nawet nieraz nie widać ich wcale [w dotyku jednak nadal są szorstkie]. Póki co wygląda na to, że w jakimś stopniu pozbyliśmy się problemu - nie całkiem, bo nadal zostają ślady w okolicy łokci i kolan. Teoretycznie takie rozmieszczenie wysypki powinno wykluczyć winę kocyków, ale zmiany na policzkach występowały dużo wcześniej, niż zaczęły się pojawiać na kończynach, więc rozdzieliliśmy te dwa problemy [prawie jak Doktor House].
Pozbycie się, oby na stałe, rumieńców na buźce wiąże się, być może, z trudnościami z zasypianiem w ciągu dnia [wieczorem jest w zasadzie tak, jak dotychczas]. Do końca nie wiemy, czy to dlatego, że nasz synek nie może się przytulić do puszystej tkaniny, czy też jest już na tyle "dorosły", że wystarczy mu przespanie godziny i kwadransa poza nocnym snem. Moje usilne a bezskuteczne próby kładzenia go spać są tak frustrujące, że psują mi cały dobry humor. Jedna porażka powoduje chęć postawienia na swoim i zamiast sobie odpuścić i pozwolić mu się bawić, póki jeszcze nie jest zły i wrzeszczący, po kilku czy kilkunastu minutach podejmuję kolejne starania, oczywiście również kończące się fiaskiem, co jeszcze bardziej szarga nerwy i moje, i Dziabusza. Krótki czas snu w ciągu dnia zmusił nas do zmiany harmonogramu. Pluszak zaproponował wybudzanie malucha. Kładziemy go około 20 i nie pozwalamy spać dłużej niż do 7 rano. Pewnie po opublikowaniu tego wpisu, jak zwykle zmieni się to na gorsze [już wspominałam, że jak coś napiszę na temat pór snu, wtedy się one przestawiają i skracają]. Potem drzemka około 10.00 i pobudka maksymalnie o 11.30 po to, żeby położyć go drugi raz, po południu, dając mu szansę regeneracji i wytrwania do 20.00. I właśnie z tym drugim leżakowaniem jest problem. O ile rano dość chętnie zasypia, o tyle w okolicy godziny 14.30 - 15.00 kończy się to złością i gniewem po obu stronach.
Jeszcze parę tygodni temu można było uśpić smyka kołysząc na rękach [siadałam na łóżku i czytałam książkę lulając Kluska], ewentualnie wożąc go w wózku po domu. Było to stosowane tylko w wyjątkowych przypadkach, właśnie kiedy nie chciał zasnąć sam [pisałam gdzieś, że Czupurka wkładamy do łóżeczka, dajemy mu smoczek, przykrywamy kocykiem i wychodzimy z pokoju, żeby miał ciszę i spokój, a on zamyka oczka i czasami mruczy sobie do snu]. Teraz nie mam już na niego sposobu. No i odpadł ten nieszczęsny pluszowy koc. Nie wiem, co robić.
Z innych, weselszych tematów - kupiliśmy maluchowi pierwsze buciki do chodzenia. Chcieliśmy wybrać bezpieczne dla jego rozwijających się stópek. Trochę poczytaliśmy, trochę usłyszeliśmy i stanęło na tym, że takie małe dzieci mają naturalne płaskostopie, które dopiero z biegiem czasu powinno zaniknąć. Dlatego odrzuciliśmy obuwie, które ma profilowaną wkładkę. Po przeanalizowaniu pozostałych wytycznych, takich jak wysokość cholewki, giętkość podeszwy, sposób mocowania na nóżce wybraliśmy buciki z firmy Befado. Zdecydowaliśmy się na tanie trampeczki, które posiadają certyfikat "zdrowa stopa" zamiast skórzanych trzewików [również z tym oznaczeniem], ze względu na obecną i nadchodzącą porę roku. Wysokie buty z naturalnej skóry, choćby były nie wiadomo jak przewiewne, będą sprzyjały przegrzewaniu się nóżek. W sumie przy temperaturze 30 stopni wszystko może temu sprzyjać, jednak bawełniane trampki i tak wydają się lepszym wyjściem. A do tego cena - 49 zł! Pluszak słusznie stwierdził, że takie buciki można bez żalu wymieniać co kilka miesięcy, kiedy tylko stópka wyrośnie z obecnych. Oczywiście zimą inaczej byśmy na to patrzyli.
Kolejna wesoła informacja, to pierwsza miska obiadu zjedzona łyżeczką, przy niewielkiej pomocy mamy:). Dziabusz najpierw dziobał łyżką papkę, ale kiedy delikatnie mu ją ustawiłam i pomogłam nabrać trochę jedzenia, kierował porcję do buzi. Tu również musiałam lekko przekręć łyżeczkę, gdyż wkładał ją bokiem, jednak udało się zjeść cały posiłek w niewiele dłuższym niż normalnie czasie. Dzielny chłopak! Wprowadziliśmy też pomysł Pluszaka zaczerpnięty od kolegów i podajemy Misiowi podobne do naszego danie na plastikowym kolorowym talerzyku, żeby podczas spożywania przez nas posiłku również mógł uczestniczyć nie wyjadając nam z misek. Nie pozwalamy mu już sięgać do naszych porcji i wskazujemy, że ma swoją. Sprawdza się to całkiem dobrze. Coraz częściej też dostaje smakołyki właśnie na talerzu, żeby mógł jeść rękoma. Pokrojoną w kawałki mandarynkę, ziemniaki, słupki ugotowanej marchewki, paski szynki czy kostki żółtego sera. Na przekąskę albo pełne danie, zależnie od ilości. Na stałe zagościł też w jadłospisie malca jogurt naturalny, a zamiast mleka modyfikowanego codziennie rano wypija butelkę krowiego 3,2% [wprowadzaliśmy powoli]. Przygotowywanie posiłków jest coraz łatwiejsze, ponieważ może być spontaniczne.
czwartek, 3 kwietnia 2014
Dziabusz po pierwszym roku
Jak widać po częstotliwości zamieszczania postów, przy rocznym dziecku nie ma wielu możliwości korzystania z komputera. W sumie jedyne okazje, to kiedy nie ma go w pobliżu, czyli np śpi albo jest u dziadków:). W naszym przypadku głównie chodzi o Dziabusza zainteresowanie elektroniką, a nie o ewentualny brak czasu. W telewizorze odkrył nam jakieś funkcje, o których nie mieliśmy pojęcia [np. gotowanie, gry, bajki dla dzieci] swoją drogą przydatne:). Natomiast w laptopie w jakiś sposób wyłączył TouchPada. Na szczęście po ponownym uruchomieniu wszystko wróciło do normy. W każdym razie nie można korzystać z dobrodziejstw internetu podczas obecności naszego syna.
Roczek minął w przyjemnej atmosferze. Jubilat oblizywał palce, które wcześniej wciskał w tort [pyszny], pozował do zdjęć, bawił się balonami i był ogólnie bardzo gościnny.
Niania została wybrana - dziś ostateczna rozmowa w sprawie szczegółowych warunków. Pozostaje okres próbny, czy też zapoznawczy. Trochę się boję, ale najtrudniej będzie już w dniu prób, na razie to tylko gadanie. Mamy też dwie kandydatki rezerwowe.
Trochę o umiejętnościach Kluska, bo dawno się tym nie dzieliłam:
1. "Mówienie": mama, baba, dada/dziadzia, ostatnio nana [może już myśli o niani], bu tudzież bum, jak się uda, najczęściej wskazując na samochody. Albo całe zbitki typu mababanamamanadababa. Zdarzają się też "mam mam" albo "nie mam" :) i kilka innych nie do powtórzenia.
2. Chodzenie - przed 16 marca zrobił pierwsze pojedyncze/podwójne kroczki, a potem 19-tego chyba się zapomniał, bo stał przy swoim łóżeczku, wyciągnął spomiędzy szczebelek smoczek, potem kocyk i wyciągając rękę z kocem w moją stronę przeszedł pół pokoju! Potem powtórzył to jeszcze 2 lub trzy razy. Podejrzewam, że wydawało mu się, że trzyma kogoś za ubranie, a nie niesie samodzielnie koc w łapkach. Od tamtej pory zdarzają mu się krótkie i raczej sporadyczne próby, chociaż za jedną rękę śmiga bez problemu. Podejrzewam, że wkrótce ruszy odważniej.
3. Spanie - po zmianie czasu na letni Czupurek chodzi spać około 20. A w ciągu dnia zazwyczaj wypadają dwie drzemki - łącznie około 3 godzin [czasem trochę dłużej].
4. Jedzenie. Pluszak ostatnio uświadomił nam, że jesteśmy do tyłu z wprowadzaniem nowych smaków. Dozwolone warzywa to już nawet kiszona kapusta i cebula, a z owoców cytrusy. Przyznaję, że trzymałam się tego, co wydawało mi się lekko strawne i łagodne. Chociaż mandarynek już dawno spróbował.
Mimo, że Dziabusz nigdy nie należał do niejadków, to teraz sprawdzają się liczne opinie o roczniakach, dla których jedzenie już nie jest atrakcją i szkoda im czasu na nudę z nim związaną, skoro jest tyle ciekawszych rzeczy do robienia. Wcześniej też zdarzało się, że musiałam "polować" na smyka z łyżeczką, kiedy akurat przebiegał w pobliżu pchając jeździk, ale teraz to występuje nagminnie.
Trudno również utrzymać regularność i stosować się do stałych pór. Drzemki często wypadają w teoretycznej porze jedzenia. Z powodu trudności z nakarmieniem [przecież maluch jest ciągle zajęty] czas trwania posiłku nieraz znacznie się wydłuża. Także więcej możliwości, bogactwo nowych smaków [podobno roczne dziecko może jeść PRAWIE jak dorosły], a nawet po prostu zauważenie, że ktoś coś je skutkuje koniecznością zbrojenia się w przekąski lub dzielenia z Kluskiem posiłkiem.
Jeśli maluch bierze zbyt duży kęs, podstawiamy mu rękę pod brodę, a wtedy on wyciąga jedzenie z buzi i kładzie nam na dłoni [oczywiście nie zawsze]. Podobnie kiedy daje mu się pić podczas wcinania - jeśli ma dość pełną buzię, to najpierw wyciąga z ust chrupkę, kawałek bułki czy biszkopta, pije z podanej mu butelki, a potem znowu wkłada smakołyk do pyszczka.
Chętnie karmi innych, najlepiej czymś, co zdążył poślinić i ugnieść:). I właśnie się obudził. Zaraz dostanie obiad, a ja już się boję o moje kubki smakowe, jeżeli zdecyduje się ze mną podzielić.
Roczek minął w przyjemnej atmosferze. Jubilat oblizywał palce, które wcześniej wciskał w tort [pyszny], pozował do zdjęć, bawił się balonami i był ogólnie bardzo gościnny.
Niania została wybrana - dziś ostateczna rozmowa w sprawie szczegółowych warunków. Pozostaje okres próbny, czy też zapoznawczy. Trochę się boję, ale najtrudniej będzie już w dniu prób, na razie to tylko gadanie. Mamy też dwie kandydatki rezerwowe.
Trochę o umiejętnościach Kluska, bo dawno się tym nie dzieliłam:
1. "Mówienie": mama, baba, dada/dziadzia, ostatnio nana [może już myśli o niani], bu tudzież bum, jak się uda, najczęściej wskazując na samochody. Albo całe zbitki typu mababanamamanadababa. Zdarzają się też "mam mam" albo "nie mam" :) i kilka innych nie do powtórzenia.
2. Chodzenie - przed 16 marca zrobił pierwsze pojedyncze/podwójne kroczki, a potem 19-tego chyba się zapomniał, bo stał przy swoim łóżeczku, wyciągnął spomiędzy szczebelek smoczek, potem kocyk i wyciągając rękę z kocem w moją stronę przeszedł pół pokoju! Potem powtórzył to jeszcze 2 lub trzy razy. Podejrzewam, że wydawało mu się, że trzyma kogoś za ubranie, a nie niesie samodzielnie koc w łapkach. Od tamtej pory zdarzają mu się krótkie i raczej sporadyczne próby, chociaż za jedną rękę śmiga bez problemu. Podejrzewam, że wkrótce ruszy odważniej.
3. Spanie - po zmianie czasu na letni Czupurek chodzi spać około 20. A w ciągu dnia zazwyczaj wypadają dwie drzemki - łącznie około 3 godzin [czasem trochę dłużej].
4. Jedzenie. Pluszak ostatnio uświadomił nam, że jesteśmy do tyłu z wprowadzaniem nowych smaków. Dozwolone warzywa to już nawet kiszona kapusta i cebula, a z owoców cytrusy. Przyznaję, że trzymałam się tego, co wydawało mi się lekko strawne i łagodne. Chociaż mandarynek już dawno spróbował.
Mimo, że Dziabusz nigdy nie należał do niejadków, to teraz sprawdzają się liczne opinie o roczniakach, dla których jedzenie już nie jest atrakcją i szkoda im czasu na nudę z nim związaną, skoro jest tyle ciekawszych rzeczy do robienia. Wcześniej też zdarzało się, że musiałam "polować" na smyka z łyżeczką, kiedy akurat przebiegał w pobliżu pchając jeździk, ale teraz to występuje nagminnie.
Trudno również utrzymać regularność i stosować się do stałych pór. Drzemki często wypadają w teoretycznej porze jedzenia. Z powodu trudności z nakarmieniem [przecież maluch jest ciągle zajęty] czas trwania posiłku nieraz znacznie się wydłuża. Także więcej możliwości, bogactwo nowych smaków [podobno roczne dziecko może jeść PRAWIE jak dorosły], a nawet po prostu zauważenie, że ktoś coś je skutkuje koniecznością zbrojenia się w przekąski lub dzielenia z Kluskiem posiłkiem.
Jeśli maluch bierze zbyt duży kęs, podstawiamy mu rękę pod brodę, a wtedy on wyciąga jedzenie z buzi i kładzie nam na dłoni [oczywiście nie zawsze]. Podobnie kiedy daje mu się pić podczas wcinania - jeśli ma dość pełną buzię, to najpierw wyciąga z ust chrupkę, kawałek bułki czy biszkopta, pije z podanej mu butelki, a potem znowu wkłada smakołyk do pyszczka.
Chętnie karmi innych, najlepiej czymś, co zdążył poślinić i ugnieść:). I właśnie się obudził. Zaraz dostanie obiad, a ja już się boję o moje kubki smakowe, jeżeli zdecyduje się ze mną podzielić.
środa, 19 marca 2014
Poszukiwania niani
Dziabuszek śpi. Dziś nie robię obiadu, więc zajęłam się porządkowaniem zebranych ofert potencjalnych niań. Wkrótce wracam do pracy i trzeba będzie powierzyć opiekę nad Kluskiem komuś obcemu. Jestem bardzo przejęta, żeby nie powiedzieć - wystraszona. Oczywiście najmocniej działa mi na wyobraźnię ryzyko porzucenia dziecka przez nianię na rzecz oglądania telewizji czy rozmów przez telefon albo szarpanie go, krzyczenie i inne formy znęcania się. W myślach widzę zapłakanego, zanoszącego się łkaniem brzdąca, gryzącego kocyk, trzęsącego się w kącie z szeroko otwartymi przerażonymi oczami. Koszmar! Z drugiej strony wyobrażam sobie, że Miś za bardzo polubi opiekunkę i będzie wolał z nią spędzać czas, a nie z nami.
Zastanawialiśmy się z Pluszakiem również nad żłobkiem. Obie możliwości mają, jak zawsze, plusy i minusy.
Żłobek:
+ przebywanie z dziećmi, Dziabusz je uwielbia,
+ nauka przez obserwację - łatwiej przyswoić coś widząc na przykładzie,
+ profesjonalna opieka [chociaż reportaże o opiekunkach w żłobkach i przedszkolach przywiązujących dzieci do łózek itp. też nie dają mi spokoju],
+ programy edukacyjne dostosowane do wieku dziecka,
- ryzyko częstych chorób,
- konieczność dostosowania cyklu dnia do panującego w żłobku,
- brak indywidualnej opieki [co teoretycznie może być też plusem - zmniejszenie ryzyka rozpieszczenia:)].
Niania:
+ cała dla Dziabusza,
+ dzień dopasowany do malca [pory spania i posiłków],
+ indywidualnie dopasowywanie zabaw, gier i nauki do nastroju i możliwości smyka,
+ szybka reakcja na ewentualną konieczność wizyty lekarskiej,
- dopuszczenie obcej osoby do swojej prywatności [opieka w naszym miejscu zamieszkania],
- ryzyko niestosowania się do naszych zaleceń [w przypadku żłobka nie mamy chyba nic do powiedzenia;)],
- opisane wcześniej czarne scenariusze.
Nie uwzględniam tu kosztów opieki, ani czynników dla nas nieistotnych, np. komfort "własnego boiska" [Misiowi wszystko jedno, gdzie się bawi].
To by było na tyle, Pan Dziabusz wzywa.
Zastanawialiśmy się z Pluszakiem również nad żłobkiem. Obie możliwości mają, jak zawsze, plusy i minusy.
Żłobek:
+ przebywanie z dziećmi, Dziabusz je uwielbia,
+ nauka przez obserwację - łatwiej przyswoić coś widząc na przykładzie,
+ profesjonalna opieka [chociaż reportaże o opiekunkach w żłobkach i przedszkolach przywiązujących dzieci do łózek itp. też nie dają mi spokoju],
+ programy edukacyjne dostosowane do wieku dziecka,
- ryzyko częstych chorób,
- konieczność dostosowania cyklu dnia do panującego w żłobku,
- brak indywidualnej opieki [co teoretycznie może być też plusem - zmniejszenie ryzyka rozpieszczenia:)].
Niania:
+ cała dla Dziabusza,
+ dzień dopasowany do malca [pory spania i posiłków],
+ indywidualnie dopasowywanie zabaw, gier i nauki do nastroju i możliwości smyka,
+ szybka reakcja na ewentualną konieczność wizyty lekarskiej,
- dopuszczenie obcej osoby do swojej prywatności [opieka w naszym miejscu zamieszkania],
- ryzyko niestosowania się do naszych zaleceń [w przypadku żłobka nie mamy chyba nic do powiedzenia;)],
- opisane wcześniej czarne scenariusze.
Nie uwzględniam tu kosztów opieki, ani czynników dla nas nieistotnych, np. komfort "własnego boiska" [Misiowi wszystko jedno, gdzie się bawi].
To by było na tyle, Pan Dziabusz wzywa.
wtorek, 11 marca 2014
Wkrótce roczek
Pan Dziabusz niedługo będzie miał roczek. W Pierwszy Dzień Wiosny, czyli 21 marca. Nadal nie chodzi samodzielnie, chociaż zrobił już dwa kroki bez pomocy - 9 marca. Może to znaczy, że dalej szybko pójdzie, a może nic nie znaczy, tak jak wtedy, gdy zaczął chodzić przy meblach, zobaczymy. Nadal mi w sumie nie przeszkadza, że jeszcze nie tupta sam, choć z drugiej strony fajnie by było móc go przez chwilę na spacerze wyjąć z wózka, zwłaszcza, gdy zaczyna się wiercić i marudzić.
Zęby są: dwa na dole, prawa jedynka na górze i "pęknięcie" w dziąśle zwiastujące rychłe pojawienie się lewej.
Pory spania dość się uregulowały. Aż się boję o tym pisać, bo zawsze, kiedy na blogu wspomnę na temat nocy i drzemek, coś się przestawia. Zaryzykuję jednak - nasz kochany Miś przesypia zazwyczaj całe noce. Czasem oczywiście zdarzy się jeszcze, że postęka albo nie może się dobrze ułożyć. Są też gorsze sytuacje, być może związane z ząbkowaniem, kiedy muszę go usypiać w środku nocy przez 1,5 godziny. Na szczęście występuje to sporadycznie - jednonocne problemy z zębem [odpukać]. Klusek nadal ląduje w łóżku krótko po kolacji [o 19]. Tu też oczywiście są wyjątki, jak we wszystkim. Śpi niestety tylko do 6 lub nawet nieraz krócej, ale biorąc pod uwagę wczesną porę zasypiania i zazwyczaj brak przerw w śnie, to 11 godzin jest dla mnie i tak super wynikiem. Zwłaszcza, że w ciągu dnia wypadają, dzięki wczesnemu wstawaniu, dwie drzemki - około 9, często dwugodzinna, rzadko krótsza niż godzina trzydzieści; po 13, około 1,5 godziny.
Dziś ponownie idziemy do fryzjera, tym razem jednak wybraliśmy dla Czupurka wyraźnie krótszą fryzurę. Robi się coraz cieplej, a mycie głowy jest coraz gorzej tolerowane przez zainteresowanego. Poza tym włosy tak szybko mu rosną, na dłużej będzie spokój. Jedna z babć Dziabusza wolałaby, żebyśmy poczekali ze strzyżeniem do 17 marca - 16-go jest jego impreza urodzinowa, a babcia lubi go w dłuższych włosach. Miejmy nadzieję, że w krótkich też go polubi:) i że będzie mu do twarzy. Pluszak stwierdził, że synek stanie się bardziej puciaty [nadal jest szczupły i smukły i nadal ma "chomikowe" policzki], już dziś się okaże czy miał rację.
Zęby są: dwa na dole, prawa jedynka na górze i "pęknięcie" w dziąśle zwiastujące rychłe pojawienie się lewej.
Pory spania dość się uregulowały. Aż się boję o tym pisać, bo zawsze, kiedy na blogu wspomnę na temat nocy i drzemek, coś się przestawia. Zaryzykuję jednak - nasz kochany Miś przesypia zazwyczaj całe noce. Czasem oczywiście zdarzy się jeszcze, że postęka albo nie może się dobrze ułożyć. Są też gorsze sytuacje, być może związane z ząbkowaniem, kiedy muszę go usypiać w środku nocy przez 1,5 godziny. Na szczęście występuje to sporadycznie - jednonocne problemy z zębem [odpukać]. Klusek nadal ląduje w łóżku krótko po kolacji [o 19]. Tu też oczywiście są wyjątki, jak we wszystkim. Śpi niestety tylko do 6 lub nawet nieraz krócej, ale biorąc pod uwagę wczesną porę zasypiania i zazwyczaj brak przerw w śnie, to 11 godzin jest dla mnie i tak super wynikiem. Zwłaszcza, że w ciągu dnia wypadają, dzięki wczesnemu wstawaniu, dwie drzemki - około 9, często dwugodzinna, rzadko krótsza niż godzina trzydzieści; po 13, około 1,5 godziny.
Dziś ponownie idziemy do fryzjera, tym razem jednak wybraliśmy dla Czupurka wyraźnie krótszą fryzurę. Robi się coraz cieplej, a mycie głowy jest coraz gorzej tolerowane przez zainteresowanego. Poza tym włosy tak szybko mu rosną, na dłużej będzie spokój. Jedna z babć Dziabusza wolałaby, żebyśmy poczekali ze strzyżeniem do 17 marca - 16-go jest jego impreza urodzinowa, a babcia lubi go w dłuższych włosach. Miejmy nadzieję, że w krótkich też go polubi:) i że będzie mu do twarzy. Pluszak stwierdził, że synek stanie się bardziej puciaty [nadal jest szczupły i smukły i nadal ma "chomikowe" policzki], już dziś się okaże czy miał rację.
piątek, 21 lutego 2014
11 miesiecy Dziabusza
Klusek ma nadal tylko dwa zęby, chociaż górne jedynki stają się coraz wyraźniejsze pod dziąsłami. Nadal chodzi przy meblach, jeździku i trzymany za ręce. Rośnie i mężnieje, ale wciąż jeśli śliczny i może uchodzić za dziewczynkę.
Jego dieta jest bardziej urozmaicona i wygląda mniej więcej tak:
Pierwsze śniadanie dostaje około 7, chyba że obudzi się później. Do niedawna był to kleik lub chlebek, ale zdecydowaliśmy się wprowadzić mu mleko modyfikowane, żeby otrzymywał odpowiednią ilość białka i wapnia, i teraz pije je z rana. Kiedy przestałam go karmić w nocy, przez pierwsze kilka dni dawałam mu jeść jak tylko się obudził, czyli nieraz nawet przed 6 ["żeby jeszcze zasnął"]. Okazało się, że nie jest to konieczne - Miś wytrzymuje do siódmej. Mogę nawet najpierw go przebrać, przewinąć, a siebie umyć i ubrać i dopiero wtedy przygotować mleko.
Drugie śniadanie o 10, to coś z tej listy:
* najczęściej kasza manna ze startym jabłkiem lub naturalnym sokiem jabłkowym [jeśli gotuję kaszę na 10-tą, to przyrządzam podwójną porcję i drugą podaję na kolację; fajne jest to, że jak do 500 ml wrzącej wody wsypię trzy łyżki kaszy, to pierwsza porcja jest dość płynna, więc smyk dostaje ją w butelce, ale ta druga, która postoi sobie przez kilka godzin - gęstnieje i podawana jest łyżeczką; trochę tak, jakby dostawał dwa inne posiłki],
* ugotowane jajko i kromka chleba,
* jogurt naturalny [taki zwykły, "dla dorosłych"] wymieszany ze zgniecioną połówką banana,
* kleik ryżowy, już większa porcja - 250 ml wody i 5 łyżek kleiku.
Obiad o 13 - słoiczek z gotowym posiłkiem albo zrobionym przeze mnie. Wycwaniłam się i robię sporą ilość, po czym dzielę na kilka takich 190 gramowych i zamrażam w czystych słoiczkach po posiłkach.
Podwieczorek o 16, to również coś z listy wymienionej przy drugim śniadaniu.
Kolacja o 19 - jeśli jest, to druga porcja kaszy manny ze startym jabłkiem lub innym owocem [już nie z sokiem]. Jeśli nie gotowałam rano, to czasem robię pojedynczą porcję na kolację albo podaję kaszę smakową - staram się korzystać z niej rzadko, gdyż jest dosładzana.
Od jakiegoś czasu Dziabusz przesypia prawie całe noce. Mam na myśli brak przebudzeń. Zaczęło się krótko po zaprzestaniu nocnych karmień i całkowitym wyeliminowaniu podawania piersi. Zazwyczaj kładziemy go spać krótko po kolacji, między 19 a 19.30. Najczęściej się to udaje, a sporadyczne przesunięcia nie mają wpływu na przebieg nocy. Rzadko zdarza się, że Klusek zapłacze w okolicach 22, wtedy najczęściej jeszcze nie śpię, więc nie traktuję tego, jako "nocne wstawanie". A Czupurek od razu zasypia, po podaniu wody i smoczka.
Noc upływa w głębokim, spokojnym śnie i dopiero wcześnie rano nasz syn go przerywa. Czasem zaczynamy z maluchem dzień około godziny 6.30, ale równie często [jeśli nie częściej] następuje pobudka w porze szykowania się Pluszaka do pracy [5-5.30]. I tu można wyróżnić trzy scenariusze dalszego ciągu:
1. Dziabusz budzi się na chwilę, a po napiciu się i zassaniu smoka znów zasypia [śpi do około 6.30-7].
2. Rozbudza się bardziej i nabiera chęci do zabawy z Pluszakiem, a po jego wyjściu znów próbujemy wspólnie, w dużym łóżku zapaść w sen. Śpimy do 7.30-8. Coraz rzadziej się to udaje, raczej wtedy następuje to, co w punkcie 3.
3. Wszelkie próby ponownego uśpienia Misia kończą się jeszcze większą aktywnością z jego strony. Rozpoczynamy wtedy dzień, ale po śniadaniu ponownie kładę Kluska do jego łóżeczka, gdzie dosypia jeszcze 1-1,5 godziny.
Jego rozwój motoryczny jest fascynujący. Pisałam wcześniej o chodzeniu, tańczeniu, i dzwonieniu. Teraz jeszcze mogę dodać "odkładanie". Nazwałabym to porządkami, jednak to określenie zarezerwowaliśmy już dla przerzucania zabawek z jednej strony na drugą, najczęściej za siebie. "Odkładanie" polega na znajdowaniu odpowiedniego miejsca dla poszczególnych rzeczy. Odpowiedniego oczywiście zdaniem Dziabusza, chociaż często jest to oceniane bardzo trafnie.
Odkładanie dotyczy głównie przedmiotów, chociaż zaraz napiszę też o jedzeniu. Najczęściej są to próby nasadzenia pokrywki, zakrętki, zatyczki na szyjkę lub gwint. Bawi się tak ze swoimi butelkami, butelkami po napojach, słoiczkami i atomizerami kropli.
Teraz o pożywieniu - kiedy Dziabusz dostaje chrupki, biszkopta, chleb czy "kartonowe" pieczywo, stara się sprowadzić to, czego nie wepchnął do buzi do formy, która zmieści się w jego pięściach. Wtedy może bez przeszkód się przemieszczać nie porzucając przy tym tego, na czym najbardziej mu zależy. Kiedy widzi, że ktoś coś je, to mimo posiadania całych garści żarcia zjawia się "na żebry". Wyciąga wtedy łapkę w kierunku spożywanych smakołyków i czasami próbuje się wymieniać. Potrafi odłożyć na talerz, blat ławy albo nawet podsuniętą mu kanapkę to, co akurat ma w dłoni, a czasem nawet wyciągnąć jeszcze całą oślinioną i rozmiękczoną piętkę z buzi. Już po sekundzie zabiera to z powrotem albo wgryza się w kromkę, która posłużyła za podstawkę dla przeżutej papki, lub też sięga po cokolwiek dającego się zjeść a znajdującego się w pobliżu.
Potrafi się jednak również dzielić. Oblizując pięści, z których wystają wyciśnięte fragmenty chleba, ziemniaka czy banana spogląda na niejedzące osoby i podsuwa im pod nos swoje skarby. Jest to niemal wzruszające:).
Od dwóch dni jesteśmy z Dziabuszem przeziębieni. Zaraził nas Pluszak, który w czwartek przyszedł z pracy z początkami kataru. Dzisiejsza noc była normalna, ale poprzednia - fatalna. Około 22 wypędziłam Pluszaka do salonu na rozkładany materacowy łóżko-fotel, a na jego miejsce wzięłam płaczącego Kluska. Udało nam się zasnąć i w sumie maluszek nie był zbyt uciążliwy [przez resztę nocy podbudził się może ze dwa razy, ale szybko zasnął], jednak powrót Pluszaka o 2 skutkował bardzo lekkim snem w moim przypadku. Bałam się, że przyciśnie małego Misia niedźwiedzią łapą albo szturchnie łokciem, więc na każdy ruch zrywałam się gotowa bronić Czupurka. Dziś spaliśmy już normalnie, a wyjaśnienie trudów poprzedniej nocy jest bardzo proste. Kiedy u Dziabuszka pojawił się lejący katar uznałam [błędnie], że do spania ubiorę go w cieplejszą piżamę, zwłaszcza, że odkrywa się podczas snu. Jemu jednak najwyraźniej było za gorąco, wskazuje na to dzisiejsza przespana w całości noc - w normalnej piżamie:).
Jego dieta jest bardziej urozmaicona i wygląda mniej więcej tak:
Pierwsze śniadanie dostaje około 7, chyba że obudzi się później. Do niedawna był to kleik lub chlebek, ale zdecydowaliśmy się wprowadzić mu mleko modyfikowane, żeby otrzymywał odpowiednią ilość białka i wapnia, i teraz pije je z rana. Kiedy przestałam go karmić w nocy, przez pierwsze kilka dni dawałam mu jeść jak tylko się obudził, czyli nieraz nawet przed 6 ["żeby jeszcze zasnął"]. Okazało się, że nie jest to konieczne - Miś wytrzymuje do siódmej. Mogę nawet najpierw go przebrać, przewinąć, a siebie umyć i ubrać i dopiero wtedy przygotować mleko.
Drugie śniadanie o 10, to coś z tej listy:
* najczęściej kasza manna ze startym jabłkiem lub naturalnym sokiem jabłkowym [jeśli gotuję kaszę na 10-tą, to przyrządzam podwójną porcję i drugą podaję na kolację; fajne jest to, że jak do 500 ml wrzącej wody wsypię trzy łyżki kaszy, to pierwsza porcja jest dość płynna, więc smyk dostaje ją w butelce, ale ta druga, która postoi sobie przez kilka godzin - gęstnieje i podawana jest łyżeczką; trochę tak, jakby dostawał dwa inne posiłki],
* ugotowane jajko i kromka chleba,
* jogurt naturalny [taki zwykły, "dla dorosłych"] wymieszany ze zgniecioną połówką banana,
* kleik ryżowy, już większa porcja - 250 ml wody i 5 łyżek kleiku.
Obiad o 13 - słoiczek z gotowym posiłkiem albo zrobionym przeze mnie. Wycwaniłam się i robię sporą ilość, po czym dzielę na kilka takich 190 gramowych i zamrażam w czystych słoiczkach po posiłkach.
Podwieczorek o 16, to również coś z listy wymienionej przy drugim śniadaniu.
Kolacja o 19 - jeśli jest, to druga porcja kaszy manny ze startym jabłkiem lub innym owocem [już nie z sokiem]. Jeśli nie gotowałam rano, to czasem robię pojedynczą porcję na kolację albo podaję kaszę smakową - staram się korzystać z niej rzadko, gdyż jest dosładzana.
Od jakiegoś czasu Dziabusz przesypia prawie całe noce. Mam na myśli brak przebudzeń. Zaczęło się krótko po zaprzestaniu nocnych karmień i całkowitym wyeliminowaniu podawania piersi. Zazwyczaj kładziemy go spać krótko po kolacji, między 19 a 19.30. Najczęściej się to udaje, a sporadyczne przesunięcia nie mają wpływu na przebieg nocy. Rzadko zdarza się, że Klusek zapłacze w okolicach 22, wtedy najczęściej jeszcze nie śpię, więc nie traktuję tego, jako "nocne wstawanie". A Czupurek od razu zasypia, po podaniu wody i smoczka.
Noc upływa w głębokim, spokojnym śnie i dopiero wcześnie rano nasz syn go przerywa. Czasem zaczynamy z maluchem dzień około godziny 6.30, ale równie często [jeśli nie częściej] następuje pobudka w porze szykowania się Pluszaka do pracy [5-5.30]. I tu można wyróżnić trzy scenariusze dalszego ciągu:
1. Dziabusz budzi się na chwilę, a po napiciu się i zassaniu smoka znów zasypia [śpi do około 6.30-7].
2. Rozbudza się bardziej i nabiera chęci do zabawy z Pluszakiem, a po jego wyjściu znów próbujemy wspólnie, w dużym łóżku zapaść w sen. Śpimy do 7.30-8. Coraz rzadziej się to udaje, raczej wtedy następuje to, co w punkcie 3.
3. Wszelkie próby ponownego uśpienia Misia kończą się jeszcze większą aktywnością z jego strony. Rozpoczynamy wtedy dzień, ale po śniadaniu ponownie kładę Kluska do jego łóżeczka, gdzie dosypia jeszcze 1-1,5 godziny.
Jego rozwój motoryczny jest fascynujący. Pisałam wcześniej o chodzeniu, tańczeniu, i dzwonieniu. Teraz jeszcze mogę dodać "odkładanie". Nazwałabym to porządkami, jednak to określenie zarezerwowaliśmy już dla przerzucania zabawek z jednej strony na drugą, najczęściej za siebie. "Odkładanie" polega na znajdowaniu odpowiedniego miejsca dla poszczególnych rzeczy. Odpowiedniego oczywiście zdaniem Dziabusza, chociaż często jest to oceniane bardzo trafnie.
Odkładanie dotyczy głównie przedmiotów, chociaż zaraz napiszę też o jedzeniu. Najczęściej są to próby nasadzenia pokrywki, zakrętki, zatyczki na szyjkę lub gwint. Bawi się tak ze swoimi butelkami, butelkami po napojach, słoiczkami i atomizerami kropli.
Teraz o pożywieniu - kiedy Dziabusz dostaje chrupki, biszkopta, chleb czy "kartonowe" pieczywo, stara się sprowadzić to, czego nie wepchnął do buzi do formy, która zmieści się w jego pięściach. Wtedy może bez przeszkód się przemieszczać nie porzucając przy tym tego, na czym najbardziej mu zależy. Kiedy widzi, że ktoś coś je, to mimo posiadania całych garści żarcia zjawia się "na żebry". Wyciąga wtedy łapkę w kierunku spożywanych smakołyków i czasami próbuje się wymieniać. Potrafi odłożyć na talerz, blat ławy albo nawet podsuniętą mu kanapkę to, co akurat ma w dłoni, a czasem nawet wyciągnąć jeszcze całą oślinioną i rozmiękczoną piętkę z buzi. Już po sekundzie zabiera to z powrotem albo wgryza się w kromkę, która posłużyła za podstawkę dla przeżutej papki, lub też sięga po cokolwiek dającego się zjeść a znajdującego się w pobliżu.
Potrafi się jednak również dzielić. Oblizując pięści, z których wystają wyciśnięte fragmenty chleba, ziemniaka czy banana spogląda na niejedzące osoby i podsuwa im pod nos swoje skarby. Jest to niemal wzruszające:).
Od dwóch dni jesteśmy z Dziabuszem przeziębieni. Zaraził nas Pluszak, który w czwartek przyszedł z pracy z początkami kataru. Dzisiejsza noc była normalna, ale poprzednia - fatalna. Około 22 wypędziłam Pluszaka do salonu na rozkładany materacowy łóżko-fotel, a na jego miejsce wzięłam płaczącego Kluska. Udało nam się zasnąć i w sumie maluszek nie był zbyt uciążliwy [przez resztę nocy podbudził się może ze dwa razy, ale szybko zasnął], jednak powrót Pluszaka o 2 skutkował bardzo lekkim snem w moim przypadku. Bałam się, że przyciśnie małego Misia niedźwiedzią łapą albo szturchnie łokciem, więc na każdy ruch zrywałam się gotowa bronić Czupurka. Dziś spaliśmy już normalnie, a wyjaśnienie trudów poprzedniej nocy jest bardzo proste. Kiedy u Dziabuszka pojawił się lejący katar uznałam [błędnie], że do spania ubiorę go w cieplejszą piżamę, zwłaszcza, że odkrywa się podczas snu. Jemu jednak najwyraźniej było za gorąco, wskazuje na to dzisiejsza przespana w całości noc - w normalnej piżamie:).
sobota, 15 lutego 2014
Pierwsza noc Dziabusza bez mamy
Wczorajszy walentynkowy wieczór zdecydowaliśmy się z Pluszakiem spędzić wspólnie z sąsiadami i ich 3 miesięczną "narzeczoną Dziabusza". Dziadkowie Kluska zgodzili się go przejąć od około 13, zatem spotkanie zostało zaplanowane na 15. Babcia zaproponowała, żeby smyk został u nich na noc i nie straszne jej były potencjalne pobudki. Stwierdziła, że da radę. Muszę przyznać, że podczas popijania "winka" typu Special Cherry czy inny Edelkirsch 14,5 %, nie odczuwałam większego niepokoju o malca. Jedynym istotnym elementem, który tkwił mi w głowie podczas przekazywania synka była suczka rasy "owczarek niemiecki +" [mieszaniec], która mimo sympatii do dzieci odczuwa przecież również zazdrość.
Po powrocie od sąsiadów obgadaliśmy uroki spędzonego wspólnie z nimi czasu, po czym Pluszak zasnął, a ja zadzwoniłam po raport do babci Dziabusza. Okazało się, że nie chciał spać o standardowej porze [co się zdarza co jakiś czas], bawił się na łóżku z misiami i suczką i w końcu padł przy włączonym świetle i grającym telewizorze. Został przetransportowany do łóżeczka, a rano dowiedziałam się, że wstał na dobre o 5 i jak tylko zobaczył psa stało się jasne, że już do spania nie wróci.
Około 10 pojechałam po syna, który nie zmienił wyrazu twarzy na mój widok. Zasnął w aucie, obudził się w swoim pokoju po ponad 2,5 godziny, zjadł kleik i zachowywał się, jakby nic się nie wydarzyło. Chwilę później znów wylądowaliśmy w samochodzie, a następnie u drugich dziadków Dziabusza. Dziś już wróci do domu na noc, ale póki co dobrze wykorzystujemy z Pluszakiem ofiarowany nam czas wolny, który upływa głównie na lenistwie i oglądaniu filmów.
Bardzo udany walentynkowy weekend:). Chociaż tęsknię już za łobuziakiem, to cieszę się ogromnie, że mamy tak nieocenioną pomoc.
Po powrocie od sąsiadów obgadaliśmy uroki spędzonego wspólnie z nimi czasu, po czym Pluszak zasnął, a ja zadzwoniłam po raport do babci Dziabusza. Okazało się, że nie chciał spać o standardowej porze [co się zdarza co jakiś czas], bawił się na łóżku z misiami i suczką i w końcu padł przy włączonym świetle i grającym telewizorze. Został przetransportowany do łóżeczka, a rano dowiedziałam się, że wstał na dobre o 5 i jak tylko zobaczył psa stało się jasne, że już do spania nie wróci.
Około 10 pojechałam po syna, który nie zmienił wyrazu twarzy na mój widok. Zasnął w aucie, obudził się w swoim pokoju po ponad 2,5 godziny, zjadł kleik i zachowywał się, jakby nic się nie wydarzyło. Chwilę później znów wylądowaliśmy w samochodzie, a następnie u drugich dziadków Dziabusza. Dziś już wróci do domu na noc, ale póki co dobrze wykorzystujemy z Pluszakiem ofiarowany nam czas wolny, który upływa głównie na lenistwie i oglądaniu filmów.
Bardzo udany walentynkowy weekend:). Chociaż tęsknię już za łobuziakiem, to cieszę się ogromnie, że mamy tak nieocenioną pomoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

