niedziela, 13 stycznia 2019

Słowotwórstwo. Filozofowanie.

Pluszak jest dobry w wymyślaniu nowych słów. Bąbel ma to chyba po nim. W końcu się spięłam i wypiszę Młodego najlepsze "dzieła":
- połączenie jarzyn i warzyw - JARZYWA
- szczypiące zastrzyki w połączeniu ze szczepieniem - SZCZYPANIE
- placki + racuchy - PLACUCHY
- długopis - DŁUGOPISAK
- dźwięk bąbelków albo bulgotanie - coś BĄBLIŁO


Dodatkowo ulubione piosenki świąteczne/kolędy Młodego:
"SPAŁA na wysokosci", "Gdy śliczna WANNA" i "Pójdźmy wszyscy do STAJENI"


Starszak też daje radę ;-). Od dawna ma filozoficzne podejście do naszej egzystencji na Ziemi. Ostatnia pisałam, że na spacerze, rozglądając się po niebie zapytał: "po co my żyjemy?". Nawiązywał niejednokrotnie do kwestii reinkarnacji, a parę dni temu miał również coś do powiedzenia w temacie śmierci. Bąbel wkładał coś niejadalnego do buzi i uprzedzałam go, żeby tego nie robił, bo może się zakrztusić i umrzeć. A Dziabusz na to:
"W sumie nie miałby tak źle... Nie musiałby nic robić." 5,5-latek.

czwartek, 9 sierpnia 2018

"Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni...." + "pamiętnik dobrych chwil"

Bąbel pojechał dziś z dziadkami [i starszym bratem - weteranem] do Wielenia, nad jezioro. Po raz pierwszy na kilka dni bez rodziców.
Przejęta jestem maksymalnie! Jakby jechał bez Dziabusza dziadkom byłoby zdecydowanie łatwiej, choć i tak wyraźnie trudniej niż z samym starszakiem. Ale jak bracia są razem, to bywa tra-gicz-nie!
W zależności od sytuacji z Misiami mamy z Pluszakiem wolną chatę [!] najdłużej do niedzieli. Pierwszy raz od kilku lat po pracy nie pojadę od razu do przedszkola, ale "w miasto" :).
Pewnie po pierwszym szoku swobodowym nie będę wiedziała co ze sobą zrobić. Ostatecznie przetracenie tego czasu na zaległości serialowe też jest dobrą opcją - mamy na tapecie dwa tytuły: Castle Rock i Westworld.


Rozwój chłopaków wygląda dobrze. Dziabusz ma 5,5 roku i rozwiązuje sprawdziany z matematyki dla 2 klas podstawówki :) #dumnamama
Jest bardzo inteligentny. Ostatnio zapytał:

- "A po co my żyjemy?"

Potrafi ustąpić bratu [czasami] i bywa, że go czegoś nauczy [łał ;)]. Nadal jest bardzo wrażliwy i niepewny siebie. Na rowerze bez bocznych kółek śmiga bez trudu.

Prowadzimy też "dziennik dobrych chwil", który ma na celu podbudować syna i wskazać mu, że życie nie jest takie złe. Zapisujemy TYLKO DOBRE WYDARZENIA z całego dnia. Mogą to być pyszne lody, jazda na rowerze, wyjście na basen czy szybsze odebranie z przedszkola.
Polecam bardzo ten sposób.
Dziabusz sam zapisuje chwile, hasłowo [bo oprócz matematyki przyspieszył też z pisaniem, potrafi już sam przeliterować długie słowa czy zbitki wyrazowe - "pomidorowa", "sam zapłaciłem za auto" :)]. Tym samym dodatkowo ćwiczy rękę.

Bąbel zapamiętuje i naśladuje prawie wszystko [poza "grzecznym" zachowaniem]. Najbardziej lubi odtwarzać różne role, często wirtualnie, totalnie na niby, wyłącznie przy użyciu swoich rąk:
- lekarz - pisze "kumenty" [=dokumenty] na komputerze, opiera stopy na podstawie krzesła, daje naklejki,
- sprzedawca - nakłada lody, przynosi z zaplecza batoniki, wydaje resztę,
- motocyklista - zakłada rękawiczki i kask, uruchamia silnik.

W dalszym ciągu wszystko musi następować w JEGO tempie. Tak było z odpieluchowywaniem, zmianą łóżeczka na tapczanik i pewnie tak samo będzie z jazdą na rowerze... Gałgan jeden nie pojedzie na rowerku biegowym, nie da się pchać na rowerze z pedałami, nie chce pedałować na rowerze z bocznymi kółkami. A ma już 3,5 roku! Miał taki duży jeździk po Dziabuszu [taki jak ten].

Tymczasem dzwonię do dziadków rozeznać sytuację na froncie!

niedziela, 10 czerwca 2018

Lato

Chłopaki rosną. Dziabusz nauczył się jeździć na rowerze bez bocznych kółek. Bąbel dał się odpieluchować ( ma jeszcze na noc, na drzemki już nie). My z Pluszakiem jakoś dalej ze sobą wytrzymujemy, chodź z tymi dwoma ancymonami nie jest to proste;-). Nasze rozmowy wyglądają tak:
Pluszak zaczyna: Dziś w pracy...
Przybiega Dziabusz: Mamaaaa, a wiesz co!
Wpada Bąbel udający wóz policyjny: IJO-IJOOOO
Ja: Co mówiłeś Pluszaku?
Pluszak: Nie chce mi się powtarzać.
Ja: A mnie uszy bolą, więc w sumie nie chce mi się słuchać.

Rozmawiamy głównie przez telefon, będąc w pracy :-).


niedziela, 25 lutego 2018

Zima

Bąbelek 1 lutego skończył 3 lata. Nadal jest totalnie nieznośny, nieposłuszny, całkowicie antysystemowy i najbardziej uroczy na świecie. Mówi pełnymi zdaniami, chociaż wciąż niezbyt zrozumiale. Nawet, gdy się złości i wrzeszczy, używa kulturalnych słów ("posze daaaaać!). Od dłuższego czasu odpowiednio intonuje przy pytaniach.
W przedszkolu uczą się liczyć do 10. W minionym tygodniu opowiadałam chłopakom, że pojedziemy na weekend w góry (dziś wróciliśmy) i odliczaliśmy dni. Młody liczył na paluszkach. Najpierw były cztery dni. Później trzy i na tym pozostało. W czwartek przypominałam, że jutro nie idziemy do przedszkola, bo jedziemy w góry, a Bąbel z wyciągniętymi palcami: "csy ni".
Tak mu się te "trzy dni" spodobały, że jak Dziabusz pytał "za ile minut zamienimy się autkami?", to Młody odpowiadał (oczywiście z wyciągniętą odpowiednią ilością palców): " csy ni".

Natomiast Starszak pogorszył się w zachowaniu. Widzi, że brat nie słucha i jakichś wielkich konsekwencji nie ponosi, to zaczyna sobie pozwalać.
U niego łatwiej wyegzekwować posłuszeństwo, bo można zastosować kilka ostrzeżeń typu: "tato nie będzie chciał z tobą zagrać skoro nie umiesz stosować się do zasad", "dziś nie odwiedzimy dziadka, żeby nie wystraszał się twoich krzyków" itp. Na Bąbla to nie działa - jak nie ta zabawa/zabawka, to inna; jak nie mata, to łóżeczko; jak nie dziadek, to mama. Co za różnica. Nie da się zmanipulować, jest ciężkim przypadkiem.
Dobrze chociaż, że Dziabusz dalej lubi liczby. Parę tygodni temu wróciłam z wyprzedaży i mówię: "Pluszaku, kupiłam dwie kiecki i za obie razem zapłaciłam 112 złotych". A mój mądry syn: " Mamaaaa, to za jedną zapłaciłaś (tu sekunda! przerwy) 50, a za drugą 62". Fanfary dla niespełna 5-latka :-)

czwartek, 7 grudnia 2017

Pasowanie na przedszkolaka

Dziabusz ma 4 lata i 8 miesięcy. Jest bystry, wrażliwy i nadal dobrze sobie radzi z liczbami, choć trochę zaniedbaliśmy ćwiczenie w domu, a zajęcia z matematyki w tym semestrze nie ruszyły.
Jest dość posłuszny, jeśli chodzi respektowanie próśb. Nadal największy problem stanowi jego złośliwość względem młodszego brata. Zagradza mu drogę, przeszkadza, straszy. To jest przykre, ale też okropnie frustrujące, że nie dociera do niego, jak wpływa na młodego.
Jest wciąż najwyższy w grupie. Ma ponad 120 cm wzrostu.

Bąbel natomiast ma 2 lata i 10 miesięcy i MEGAbunt dwulatka. Na wszystko wrzeszczy i piszczy, nie zgadza się na nasze nakazy czy prośby. Na szczęście nie jest tak bez przerwy, jednak mocno to wkurza i przeszkadza. Chociażby podawanie leków. Większość dzieci lubi, bo syropy są słodkie. Ale nie jaśnie pan. On nie będzie pił - ani z kieliszka, ani z łyżeczki, ani ze strzykawki. Prosto z butelki też nie. Podajemy mu te specyfiki na siłę, co jest pewną formą przemocy, a dodatkowo mnie przeraża, bo może się zakrztusić.
Gada coraz więcej, większość po swojemu, ale dla nas - też większość - zrozumiale. Najlepsze szyfry, to:
- Alko nano = mleko rano
- Ułe-łała = Wujek Paweł.
Młody ma pod metr wzrostu i także wyróżnia się na tle grupy. Dziś ma Pasowanie na Przedszkolaka. Już nie mogę się doczekać!

czwartek, 13 lipca 2017

Bąbel w przedszkolu!

Bąbel w przedszkolu!
Krótko mówiąc pierwsze trzy dni – bez problemu wchodził do sali. W czwartek były rano wrzaski. W piątek nad ranem – gorączka. Przez cały czas nauczycielki skarżyły się, że Młody bije dzieci :-o.
Drugi tydzień – od poniedziałku wrzaski – nie chce zostawać w przedszkolu. Panie informują, że dużo płacze i woła mamę. We wtorek telefon, że ma 37,2 stopnia temperatury. Przecież to nie gorączka! Podziękowałam pani za telefon i poprosiłam, żeby dawała znać, gdyby termometr wskazywał więcej. W środę cały dzień jak na szpilkach, czy ta „gorączka” wróci. Po południu informacja od opiekunki, że Bąbel był spokojniejszy, już nie płakał [poza porannym napadem] i ładnie się bawił. Wieczorem kontynuacja kataru.
W czwartek rano – czyżby przełom? – Młody sam, CHĘTNIE, wszedł do sali z uroczym „papa” na pożegnanie. Nadal w pracy siedzę jak na szpilkach, bo katar nie minął.
Jutro nie idą do przedszkola – ani Dziabusz, ani Mikseriusz. Trochę żałuję, że nie pociągniemy jeszcze jednego tygodnia. Widzę szansę na przełamanie się Bąbla i pogodzenie z losem. W sumie nie mam pewności, że niania od poniedziałku wraca, zatem temat nie jest zamknięty.


wtorek, 4 lipca 2017

Matka ma wychodne

Ostatni weekend uświadomił mi, że nie doceniałam Pluszaka. Ciągle marudziłam, ile to ja dla niego robię, jak się poświęcam, dla siebie nie mam w ogóle czasu. A ja po prostu nie dawałam mu możliwości się wykazać!
W sobotę oporządziliśmy dzieciaki, jedno w łóżku, drugie też za chwilę, zatem Matka Wichru i Grzmotu może czmychnąć z domu. Pluszak poinformował mnie przed wyjściem, że sprawdził prognozę pogody, zalecił długie spodnie i kurtkę przeciwdeszczową, a najlepiej dojazd taksówką. Do większości się zastosowałam.
Pominę przebieg wieczoronocy i zaznaczę jedynie, że czas mijał niezwykle szybko i przyjemnie. A powrót o wpół do trzeciej skutkował problemami z porannym wstawaniem.
Budzili mnie na zmianę moi chłopcy. Najpierw najmłodszy [wyciągnięty już z łóżka przez swojego tatusia] przyniósł książeczkę do czytania.

Konspiracyjnym szeptem mówię:
- Idź do taty. I zamknij drzwi.
Na co młody pokazując na książkę:
- Mama nie, tata. Papa - i zamknął drzwi.

Potem Dziabusz przyszedł się na chwilę położyć kolo mnie.
I znowu Bąbel - przynosi maskotkę kota:
- Mama a-a-a. Pa pa. Dzi [drzwi] - zamknął, poszedł.

Następny był Pluszak z talerzem pysznych kanapek i wzmacniającą herbatą. Aż mi się oczy zaświeciły. Poleniuchowałam jeszcze troszkę i słyszę pytanie:
- Dziabusz, a to twoja koszulka, czy Bąbla...
- Bąbla.

Poradził sobie! Z dziećmi, niedomagającą żoną, śniadaniami, mlekami, zasikanym łóżeczkiem i nawet znalazł czas, żeby porozwiązywać zadania z czterolatkiem.

Mój ci on! Chyba częściej będę stwarzała mu takie możliwości.

środa, 19 kwietnia 2017

Święta, Święta i po Świętach

Święta zaczęliśmy od święconki. Chłopaki [wszyscy trzej] porobili pisanki. Bąbel swoją pierwszą w życiu, całkiem ładnie pomazał farbkami. Dziabusz kilka, po swojemu, Pluszak ołówkiem porobił szlaczki i wzorki oraz narysował kilka kotów; wszystko ozdobił różowym zakreślaczem, po prostu Picasso. Kurcze, chyba nie zrobiłam zdjęć!
Były też trzy koszyczki w trzech wielkościach. Ja, jako matka dwóch M musiałam ogarniać wszystko wkoło, zatem na koszyk się nie zdecydowałam. W najmniejszym był tylko czekoladowy zajączek, pisanka Młodego i kawałek kiełbaski. Podczas święcenia w kościele przezornie trzymałam ten koszyczek z dala od Bąbla, ale on i tak co chwilę na niego wskazywał niemal wykrzykując: "am!". Jak tylko pokarmy zostały potraktowane kropidłem, przekazałam koszyk Młodemu, a ten bez najmniejszego zawahania chwycił kiełbasę i zaczął ją pochłaniać. Dziabusz nie chciał być gorszy. I tak, zanim wyszliśmy z kościoła pozbyliśmy się dwóch kawałków święconej kiełbasy.

W domu Starszak chciał się napić trochę soku. Pluszak podał mu kubek i pyta, jak mu smakuje, a Dziabusz na to:
- Jabłkowy to to nie jest.
No rzeczywiście, był to pomarańczowy:).

Matematyka Dziabusza. Odsmoczkowanie Bąbla

Zapisaliśmy Dziabusza na zajęcia z matematyki. Oczywiście w formie zabawy, z wykorzystaniem klocków LEGO. Wiemy z Pluszakiem, ile on potrafi, co lubi, jak sobie radzi. Swobodnie liczy do 150, dodaje nawet 3 wartości [np. 6+2+3], raz Pluszak zadał mu mnożenie, trochę dla żartu, 4*5. Trochę mu to zajęło, ale podał poprawne rozwiązanie. Ostatnio jechaliśmy dokądś i mieliśmy być na 16:30. Była wtedy 16:19, zapytałam Dziabusza ile mamy czasu skoro mamy być o tej godzinie, a jest ta. Zastanawiał się jakieś 7 sekund i odpowiedział dobrze.
Dlatego zdziwiliśmy się, kiedy Pani prowadząca zajęcia z matematyki, na nasze pytanie o aktywność naszego syna odpowiedziała, że on na razie nie rozumie, że 2 + 1 to trzy. Podrążyliśmy temat i okazało się, że Pani zapytała, ile to jest dwa i jeden. Dla Dziabusza to 21. Gdyby zapytała o dodawanie, to odpowiedziałby jej poprawnie. Taka drobna różnica.
Bardzo się cieszę, że mój 4-latek lubi liczby. Sama lubiłam:).
Coraz lepiej też pisze swoje imię, chociaż nadal często od prawej do lewej.

Za to Bąbel rozpoznaje coraz więcej liter. Mimo że leniuch nie chce mówić [najnowsze słowo to "siku"], to potrafi pokazać i nazwać: Wu [mówi bu], O, A, eL [mówi na dwa sposoby: eL i Ly], eN [jak przy "L" - na dwa sposoby] i kilka innych.

A największy sukces to pozbycie się smoczka!! Młody miał tylko do spania, ale chyba idą mu piątki, bo okropnie rozgryzał te dydki. Baliśmy się, że w nocy odgryzie kawałek i się nim po prostu udusi. Decyzja została podjęta w minutę i nie było odwrotu, wszak chodziło o jego bezpieczeństwo. Nie powiem, żeby było łatwo. Miałam obawy, że popołudniowe drzemki odejdą w zapomnienie; nocami nie miał wyjścia, padał po dłuższym czasie ze zmęczenia. Na szczęście już chyba się przyzwyczaił, że nie ma czego ssać i drzemki na powrót występują, choć nie co dzień. W sumie poszło nie najgorzej.
Starszy miał jeszcze w przedszkolu [2,5 roku] smoczek do zasypiania. Jakoś około 3 lat się pozbyliśmy całkowicie, a u Bąbla w wieku 2 lat i 2 miesięcy. Teraz jeszcze tylko pieluchy... Póki co mówi "siku", jak już zrobi - przekonałam się ostatnio, kiedy ściągnęłam mu pieluchę u nas na łóżku, z zamiarem założenia suchej. Akurat wtedy naszła go ochota na siknięcie, prosto na kołdrę. Po załatwieniu sprawy oznajmił mi bez najmniejszego poczucia winy: "siku". Tak synku, zauważyłam.

piątek, 24 marca 2017

Pierwszy dzień wiosny

W pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, Dziabusz skończył 4 lata. Hip hip hurra! Sto lat mój kochany synku!
Przyjęcie organizowaliśmy wcześniej, a 21 marca czterolatek wziął cukierki do przedszkola. W grupie obchodzili właśnie dzień wiosny, zatem było sporo atrakcji i standardowa laurka dla jubilata składająca się z ładnej okładki przygotowanej przez panie i rysunków wykonanych przez kolegów i koleżanki. Całość spięta w formę zeszytu. Szczęśliwie się złożyło, że w ten dzień zorganizowali również tzw. "urodziny kwartału" [dzieci urodzone w 3 pierwszych miesiącach roku miały wspólne przyjęcie, ale laurkę dostaje się tylko w rzeczywisty dzień urodzin] - był zatem TORT. Urodziny pełną parą.
Dzień intensywny i udany. Dziabusz zasypiał kilka razy w aucie i po powrocie do domu na kanapie:).

Smyk ma coraz lepsze zdolności plastyczne - bardzo ładnie i dokładnie koloruje i naprawdę dobrze łączy ze sobą różne odcienie. Jego prace są wyjątkowo atrakcyjne wizualnie i barwne - w jego grupie jest jeszcze jedna dziewczynka, która rysuje równie starannie.
Matematykę nadal lubi. Obecnie liczy do 150. Powolutku uczy się zegarka, jeszcze myli, która wskazówka jest od godzin, a która od minut.
Potrafi napisać swoje imię, chociaż "s" wygląda jak "3" i zdarza się, że pisze od prawej strony do lewej - jest leworęczny.
Gada jak najęty. W przedszkolu mają program "mały odkrywca" i zapytał mnie ostatnio, czy wiem, co to jest "pipeta", po czym zaczął mi tłumaczyć.
Jest bystry, bardzo spostrzegawczy i inteligentny, a przy tym niesamowicie nerwowy, wybuchowy po mamusi. Niestety jest też złośliwy. Specjalnie zachodzi Bąblowi drogę, niby przypadkiem na kogoś wpada, popycha dzieci i się na nich kładzie. Dokładnie w tym samym momencie chce tą samą zabawkę co młodszy brat (chyba zazwyczaj jest odwrotnie?). Ale również potrafi być niezwykle czuły, opiekuńczy, pomocny. Mocna mieszanka.

Młody też wydaje się inteligentny. Rozumie bardzo dużo, lecz nadal nie mówi za wiele. Zapisaliśmy go do przedszkola i planowo ma iść od września, zobaczymy, jak wyjdzie. Co ciekawe rozpoznaje literki " A" oraz "O". Sam je wskazuje i nazywa, a wiele innych powtarza (np. "eL", bardzo fajnie mu to wychodzi). Wczoraj zaskoczył mnie wyciągając spośród kostek scrabble "W" i podając mi ją powiedział "Bu" [tak, to w "jego języku" znaczy "Wu"]. Ogromnie się cieszy, kiedy coś mu się udaje i jest chwalony. Lubi wtedy sam sobie bić brawo:).
On też jest złośnik i choleryk. Wrzeszczy, szarpie, rzuca przedmiotami. Jest chyba jeszcze trudniejszy niż Dziabusz, a z drugiej strony czulszy i empatyczny. Zawsze, kiedy daję mu jakieś jedzenie, pyta o brata, chce zanieść "am" również jemu.

Za oknem słoneczko, a wraz z nim nadzieja, że w końcu ta wiosna nadejdzie i dzieciaki będą miały więcej czasu i możliwości wyszalenia się na dworze. Miałam dopisać "a ja odpoczynku", ale wyobraziłam sobie te wszystkie zapomniane przestrzenie do sprzątnięcia i okna nie myte odkąd zamontowaliśmy rolety...

środa, 15 marca 2017

URODZINY Motyw Cars. Niskim kosztem!

Kiedy urodził się nasz pierworodny, zgodziliśmy się z Pluszakiem co do organizacji [a raczej nie] urodzin. Miał być roczek, a następne później - jakoś na 5 lat, kiedy będzie miał szansę zapamiętać ten czas i samemu wpłynąć na formę imprezy.
Tak wyszło, że roczek zrobiliśmy, dwa latka też, jakoś z rozpędu [wtedy drugorodny miał niespełna 2 miesiące], następnie 3 lata wypadały mniej więcej wtedy, kiedy 1 urodziny Bąbla, a przecież roczek planowaliśmy zrobić - więc wspólne świętowanie. W tym roku znów wróciliśmy do tematu nie organizowania przyjęcia, ale doszliśmy do wniosku, że Dziabusz bardzo na nie czeka [dość często zdarza się pytanie, kiedy będzie miał urodzinki].

Były dwa pomysły - albo dla rodziny, jak dotychczas, albo bardzo mały kinderbal w domu. Stanęło na rodzinie [Starszak ma kuzyna w swoim wieku, który był obecny]. Zaczęłam szukać pomysłów, żeby małym kosztem zrobić ładną oprawę imprezy.

Tematem przewodnim miały być pociągi albo samochody.
Internet jest oczywiście skarbnicą pomysłów i z jego pomocą stworzyłam Plan Imprezy. Działałam dwutorowo, chociaż stanęło na autach. Z jednej strony pomysły na wystrój, z drugiej - menu. Udało mi się pozytywnie zaskoczyć chłopców nie wydając przy tym szczególnie więcej, niż przy standardowym przyjmowaniu gości.

Menu:

  • Klasyczny tort (zamówiony u jakiejś poleconej pani z facebooka), który ozdobiłam według mojej koncepcji,
  • Galaretki w trzech kolorach symbolizujące sygnalizację świetlną,
  • Babeczki według superprostego a przy tym trochę zdrowego przepisu (zawierały płatki owsiane i jabłko;)) ozdobione na wierzchu bezami, które Dziabusz uwielbia i włożone w tematyczne kokilki, które wydrukowałam na sztywniejszym papierze,
  • Chrupki orzechowe wsypane do dużej zabawkowej wywrotki zamiast do miski,
  • Chciałam zrobić małe kotleciki z mięsa mielonego z dziurką w środku - miały udawać opony. Zabrakło mi czasu i na szybko zrobiłam roladki/ślimaczki z ciasta francuskiego z szynką i serem w środku,
  • A czasu zabrakło dlatego, że długo zajęło mi przygotowanie grzanek-wyścigówek. Oczywiście zdjęcia nie mam, bo w zasadzie nie zrobiłam żadnych zdjęć podczas przyjęcia. Tort sfotografowałam wcześniej, a babeczki wycięłam z mmsa, którego dostałam od jednego z gości. "Auta" się podobały, Bąbel wyjadł większość kierowców zrobionych z parówek.
Dekoracje:
  • Na drzwiach wejściowych, od zewnątrz (czyli widoczne również dla sąsiadów) nakleiłam wydrukowane w sporym formacie znaki - ograniczenie prętkości z "4" w środku, ostrzegawczy żółty trójkąt z "2" i dwie skrzyżowane flagi "w szachownicę", jak na zakończenie wyścigu,
  • Na oknach powiesiłam samodzielnie wydrukowane, powycinane i przyczepione za pomocą zszywacza do nitki chorągiewki, które utworzyły girlandy,
  • Wspomniane wcześniej kokilki do babeczek również wydrukowałam i wycięłam z wyprzedzeniem,
  • Na podłodze nakleiłam dużo tras do jazdy resorakami, użyłam do tego domostrady od ZUZU Toys. Kiedyś produkowali czarne drogi i one były dużo fajniejsze. Teraz są niedostępne, a w zamian sprzedają białe:
I już. Tylko tyle i aż tyle. Ciekawe co za rok będzie na tapecie. Już się nie mogę doczekać, bo przygotowania sprawiły mi dużo frajdy.

środa, 8 marca 2017

Dobranoc:)

Jedni z dziadków moich synów biorą prawie co sobotę do siebie Dziabusza. Spędzają z nim cały dzień i noc oddając go z powrotem w niedzielę rano. Babcia tradycyjnie już czyta smykowi bajki na dobranoc.
W miniony piątek ukochany Dziadek odebrał starszaka z przedszkola przesuwając o jeden dzień sobotnią wizytę. Bawili się dość długo, sporo też na świeżym powietrzu. Podczas spóźnionej kolacji młody przysypiał, zatem Babcia postanowiła zastąpić czytanie bajki opowiedzeniem krótkiej wymyślonej historyjki. Dziabusz położył się plecami do niej i kiedy uspokoił mu się oddech Babcia chciała sprawdzić, czy zasnął. Krótko zastanawiała się na sposobem, a że opowieść dotyczyła króliczka i gotowania zupy, której nie chciał jeść, Babcia zapytała:
- A ty jaką zupkę najbardziej lubisz?

Nastała cisza, Babcia czeka, czeka, w końcu zaczęła się podnosić, a wtem Dziabusz odwraca się do niej i mówi:
- Pomidorową z makaronem!

środa, 7 grudnia 2016

Mikołajki

Pluszak chce, żebyśmy podtrzymywali wiarę Dziabusza w Świętego Mikołaja, Bąbel jeszcze nie rozumie idei. W tym roku starszak pisał list, a raczej robił to za niego tato, a on się tylko podpisał po swojemu. Po dłuższym czasie przyszła odpowiedź:). Duży format, gruby papier, dużo treści - elfy obserwują, czy dzieci są grzeczne, trzeba się starać cały rok, nie wolno źle traktować braciszka i innych itp. itd. Na końcu listu informacja, ze Mikołaj zostawił film w telewizorze. Przeczytaliśmy list bardzo dokładnie i włączyliśmy wspomniane wideo. A tam - Mikołaj zwraca się do chłopców po imieniu, pokazuje ich zdjęcia, wie, że interesują się samochodami, otwiera list od Dziabusza, sprawdza czy są w księdze grzecznych dzieci, zagląda do magicznej szafki, gdzie widzi miejsce zabaw chłopaków i wie już dokąd zawieźć prezenty. Na koniec przypomina, że mają nie bić braci.
Zamówiliśmy ten spersonalizowany film tutaj, można tam zobaczyć przykład. Nasz smyk był zaskoczony, ale bardziej jego babcia:). W każdym razie niespodzianka była dość udana. Wszystko to odbyło się w poniedziałek, Mikołaj zapowiedział, że właśnie wyrusza z prezentami i zobaczyliśmy krótkie ujęcie jak leci saniami z reniferami po niebie. A wczoraj prezenty! Dziabudz nie wiedział, co ze sobą zrobić - wrócił z przedszkola odebrany przez dziadków, już z jednym podarunkiem od przedszkolnego Świętego, od razu przy ściąganiu butów zainteresował się podarkami, które Mikołaj przekazał dziadkom, a w między czasie była rozmowa przypominając treść listu, która uprzedzała, że niektóre prezenty będzie miała babcia, inne ciocia, a kilka będzie u nas w domu. Zasugerowaliśmy pokój starszaka, więc porzucił to, co dostał, pobiegł do swojej sypialni i z odgłosami w stylu "o jaaa" zajął się garażem policyjnym, by po chwili wrócić do rozpakowanego wcześniej jeżdżącego samodzielnie traktorka z przyczepą [prezent dla Bąbla, ale bardziej mu się spodobał, niż ten przeznaczony dla niego].
 
Posterunek policji lub remiza strażacka z Tesco. Mamy posterunek. Bardzo możliwe, że dokupimy remizę, bo chłopaki się biją o ten garaż:)
 
 Traktor firmy Dumel discovery


Miotał się między pokojami i męczył nie wiedząc, co lepsze. Przynieśliśmy zatem garaż do salonu i w czasie wydobywania go z pudełka [wszystko przykręcane śrubkami] włączyliśmy jeszcze raz wideowiadomość od Świętego. Właśnie wtedy babcia miała okazję się zachwycić technologią;).

Pomijając atmosferę Mikołajek zauważyliśmy kolejne postępy u dzieciorków, więc znów trochę podsumuję.
Syn pierworodny - byliśmy na konsultacji w przedszkolu, gdzie pochwalili bardzo za zdolności matematyczne, umiejętność określenia na pierwszy rzut oka, który zbiór jest większy, logiczne myślenie, dużą spostrzegawczość i chęć udzielania się. Z tym udzielaniem nie do końca wszystko super, bo wypowiada się chętnie, ale nie koniecznie na temat:p. Poza tym ocenili, że ma kłopoty z koordynacją ruchową. Nie dziwi nas to - w wieku 3 lat i 9 miesięcy ma jakieś 113-115 cm wzrostu i choć jest bardzo szczupły, nie umie całkowicie zapanować nad swoim wysokim ciałem. Mieliśmy zapisać go na zajęcia sportowe, ale jedyne jakie są u nas dla dzieci w jego wieku zaczynają się o 16-ej, a najwcześniejsza godzina, o której jestem w przedszkolu to 15:50. Nie ma szans zdążyć. Nie przejmujemy się też tą opinią o niezdarności, bo podobną wystawili mojemu chrześniakowi, który chodzi do tej samej grupy co Dziabusz, a jest on najbardziej ruchliwym i zwinnym chłopcem, jakiego znam - wspina się na wszystko jak małpka, podskakuje, wciska się w różne dziury. Nie wygląda, jakby miał kłopot z koordynacją.
W chińczyka gramy już prawie co wieczór. Starszak łapie niektóre elementy taktyki. Próbuje oceniać, kiedy lepiej wyjść drugim pionkiem, a kiedy ruszać tym pierwszym. Nie wszystko oczywiście umie, ale widać już starania i wiele udanych prób. Poza tym ma ogromnego farta, wyrzuca najwięcej szóstek ze wszystkich graczy. Pojawia się też chęć oszustwa, ale skutecznie to temperujemy, póki co...
Młody Bąbel - już nie krzyczy do telefonu udając ze rozmawia [ee, eeee!, EEEEE!!], teraz mówi: "ało?". Świetnie biega - robi małe kroczki w szybkim tempie. Próbuje mówić "tak" ["kak"] i podobno powiedział "kot" [tak twierdzi niania]. Więc mamy już słowa:
- mama
- tata
- baba
- dada
- ma
- am
- da [=daj]
- nie [baaardzo wyraźnie to mówi, nie żadne "ne" czy inne podobne, po prostu "nie"]
- pupa [i właśnie to oznacza:)]
- kak [=tak]
- kot [?]
nie pamiętam, czy coś jeszcze.
Byliśmy u psychologa, tak nam zaleciła poradnia w Bydgoszczy w związku z chorobą Bombonierki. Pani powiedziała, że wszystko jest jak najbardziej w normie i nie widzi żadnych odchyleń czy opóźnień. Oczywiście będziemy tam bywać. Teraz czekamy na spotkanie z logopedą [już w piątek], żeby podpowiedziała, jak stymulować Młodego, żeby stał się bardziej rozmowny. Mam nadzieję, że po tej konsultacji ruszymy z kopyta, chociaż może nie od razu pełnymi zdaniami.

wtorek, 22 listopada 2016

"Egzorcyzmy"

Krótki post na szybko. Kiedyś już wspominałam (kiedy prowadziłam ten blog bardziej regularnie), że jak tylko pochwaliłam jakieś kwestie związane z Dziabuszem, zaraz się to psuło, np: pisałam, że budzi się tylko raz w nocy, to wtedy zaczynał budzić się 3 czy 4 razy.
Ostatnio pisałam o odpieluchowywaniu i naszych sukcesach - że nie muszę go pilnować w nocy, bo sam sobie wędruje do toalety. I co? A no to, że chyba wręcz dzień później zaczął mi się mój kochany synek moczyć przez sen.
Zatem piszę po to, żeby odczarować urok. Ot, taki mój przesąd.
Dobranoc, suchej nocki sobie życzę.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Odpieluchowywanie od podstaw do sukcesu


Pierwsze próby wyglądały tak, że mały brzdąc chodził po domu z gołą pupą. Jak zrobił siku na podłogę, to strasznie płakał, bo mu się skarpetki moczyły:D. Sadzaliśmy na nocniku, ale rzadko się coś udawało. W zasadzie Dziabusz nie lubił nocnika. Okazało się, że nie lubił TAMTEGO nocnika i jak kupiliśmy inny, szło lepiej. Dlatego u nas pierwszym krokiem do sukcesu był:
1. Wybór odpowiedniego nocnika. Nasz pierwszy miał formę krzesełka i zamontowaną pozytywkę uruchamianą za pomocą wilgoci – co z tego, skoro był niewygodny i do muzyczki nie udawało się dotrwać. Kupiliśmy najzwyklejszy, dość szeroki, nieograniczający ruchów. Taki się sprawdził.
Mimo sporadycznych udanych, ale przypadkowych „posiedzeń” nadal nie wychodziło reagowanie na potrzebę – gdzie stał, tam sikał. Ktoś nam zasugerował, żeby zakładać mu majtki…
2. Zastąpienie pieluchy majteczkami. W przypadku Dziabusza zdjęcie pieluszki zapewniło dużą swobodę i zdrową pupę, ale nie umiał on zauważyć zależności między parciem na pęcherz a mokrymi skarpetkami. Od kiedy zaczęliśmy zakładać mu bieliznę, bardzo szybko pojął, że trzeba usiąść na nocnik, żeby zachować suche majtki. Nocnik został w dość krótkim czasie zastąpiony nakładką na wc, a sama nakładka jeszcze szybciej wyparta przez siadanie bezpośrednio na desce klozetowej.
3. Metoda małych kroczków – najpierw dzień, potem drzemka, na końcu noc. Pieluchy w dzień pozbyliśmy się w okresie wakacji 2015. Dziabusz miał wtedy dwa lata i kilka miesięcy. We wrześniu miał iść do przedszkola, więc zależało nam, żeby miał pampersa tylko w porze drzemki i w nocy.
Potem pilnowaliśmy, żeby przed drzemką się wysikał, wtedy często udało mu się przespać 2-3 godziny „na sucho”. Dopiero kiedy drzemki mieliśmy do końca opanowane, przeszliśmy level wyżej:
4. Pierwsza noc bez pieluchy. U nas wyglądało to tak.
- Misiu, jakbyś chciał kiedyś spróbować, to możemy cię położyć spać bez pieluszki, wiesz? Zrobisz siusiu wieczorem, pójdziesz spać w samej piżamce, a ja w nocy przyjdę, żebyś mógł zrobić siusiu do kibelka. Jak będziesz gotowy, to mi powiedz.

Za pierwszym razem odpowiedział „dobrze”. Próbę powtórzyłam kilka tygodni później i wtedy już było:
- To dzisiaj chcę.

Byłam na pewno bardziej podekscytowana niż on. Wysikał się wieczorem, poszedł spać, a ja planowałam. Najpierw poszłam do niego koło 23:00. Wzięłam go na ręce i niosę 20 kilo i 110 cm [wtedy trochę mniej] bezwładu na muszlę klozetową. Nie pamiętam dokładnie wszystkiego. Wizyty były chyba 3 tej nocy i zdaje się, że tylko jedno sikanie.

Następnej nocy byłam mądrzejsza i przygotowałam sobie:
 
      5. Zastępstwo nocnika. Duży plastikowy kubek z podziałką – taki używany w kuchni do odmierzania np. mąki. Postawiłam na parapecie i gdy przyszła pora sikania postawiłam syna na nogi, opuściłam mu spodnie i kazałam sikać do kubeczka. Pielgrzymki do toalety się skończyły, a i Dziabusz miał radochę sprawdzając, ile podziałek zapełnił [nazywał to piętrami i windą].
Po kilku nocach zorientowałam się, że wystarczy Bąka pomęczyć raz w nocy i zazwyczaj to wystarcza. Wiedziałam też, że przed 1 w nocy nie ma co próbować, bo jeszcze nie czuje potrzeby. Nauczyłam się tego po kilku daremnych wizytach zakończonych deklaracją smyka, że mu się nie chce siku.

6. Ostatni krok – mama nie musi wysadzać dziecka w nocy. U nas to nastąpiło samoczynnie. Pierwsza nocna wędrówka Dziabusza do wc tak mnie przeraziła, że nie mogłam później zasnąć. Jak to, wstał sam, wyszedł z pokoju, wszedł do toalety bez zapalania światła, po ciemku się wysikał, wrócił do łóżka i spał dalej? Były też przypadki, że korzystał jednak z kubeczka zostawianego na parapecie – przynosił mi go z zawartością chwaląc się, na które piętro się „wspiął”.
Oczywiście nadal zdarza mu się zasikać łóżko, tak samo jak zdarzało się przy próbach podczas drzemek. W żaden sposób mi to nie przeszkadza. Jestem dumna, że mój maluszek staje się coraz bardziej samodzielny. Zastanawiam się, ile czasu nam zajmie ta sama nauka z Bąblem. Póki co czekam na ciepłe dni, żeby latał w majtkach – wszystko przed nami.

Jesień nam nie straszna



Odkąd Młody zaczął wymagać wychowywania, czyli pojawiły się pierwsze przejawy łobuzerki, Dziabusz stał się zazdrosny o inne traktowanie [więcej tu], a przebywanie w domu z „całą dwójką” rzadko bywało znośne. Dlatego nasze popołudnia spędzamy najczęściej poza domem. Zazwyczaj chodzimy na spacery. Także ostatnio, mimo jesiennej pogody, a może właśnie ze względu na nią [nabywanie odporności?]. Wczoraj w planie było jeżdżenie autobusami – starszy jest od kilku dobrych miesięcy zafascynowany autobusami [wcześniej były ciuchcie, ale dużo krócej]. Od tego też zaczęliśmy – z jednego końca miasta, na drugi i z powrotem. Później spacer z elementami wyścigów – mama jako „modelka wystartowująca” zawodników, tata dociążony wózkiem z Bąblem, Dziabusz na prowadzeniu. Było super, energicznie, wesoło i bardzo przyjemnie-rodzinnie. Dzidziuś też zachwyconym „pędem we włosach”, mimo że Pluszak osiągał prędkości szybkiego zawodowego chodziarza.

W domu kolacja, Młody [zwany ostatnio również Bombonierką] po wyszykowaniu – do spania, a ze starszym Bąkiem jeszcze chwila przy puzzlach i jego urocze błędy w wymowie:
- Dziabuszku, podasz mi tamten element?
- OczEwiście, że ci podam.
- A tu masz coś różowego, pewnie do którejś świnki.
- O, dziękuję, to Dziadek Wsinka. ;)